01.03.2012

c.d.n...

Dziś w dniu otwarcia mojego bloga, chciałam Wam pokazać coś wyszperanego,z kuferka babci.Tak zwane prze zemnie książeczki staruszeczki...Na początek będą to właśnie książki pisane w formie pamiętników.Tym bardziej się cieszę,że mogę się z Wami podzielić,bo jestem wielką miłośniczką tego typu literatury...A teraz o samych książkach:
W latach 60 Polska dzierżyła swoisty rekord światowy,w żadnym kraju nie ogłaszało się tylu konkursów na wspomnienia i pamiętniki co u nas.W owych latach w środowisku wiejskim jedyną formą rozrywki bywało radio i prasa.A telewizor był szczytem marzeń i pewnym novum na końcu wsi u bogatszego sąsiada...Za pióra wówczas chwytali starzy i młodzi, inteligencja i strefa robotnicza.Konkurs ogłoszony w radio i na łamach czasopisma Zarzewie pt: Mój dzień powszedni. Za sumienne notowanie nagrody niebywałe,do wygrania pralka Frania,bądź cytowane urywki w radio i prasie. Ktoś może napisać co może być ciekawego w starych książkach, niby nic,ale rozczulają mnie choćby takie fragmenty: Wczoraj odwiedził mnie ojciec, odniósł mi pożyczone książki. Choć ma 73 lata na karku nadal lubi sobie poczytać. Kiedy czytam takie fragmenty wiem,że pomimo natłoku i zalewu informacji w mediach,wiecznie goniącego i żyjącego  w pośpiechu człowieka, miłość i szacunek do książek zawsze zostanie w nas...Jeśli chcecie przeczytajcie sami... Przepraszam za zdjęcie...Jak to mówią mile złego początki...Mam nadzieję,że kolejne będą lepsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz