05.10.2012

Jesienne barwy miłości...

Wydawnictwo: Zysk i S-ka. 
Wydanie: 2010 r. 
Liczba stron: 243.
Okładka: miękka. 

Przeczytałam parę pochlebnych recenzji.Stwierdziłam muszę ją mieć...Później trafiła się mega promocja ku mojej uciesze...Aż w końcu wylądowała na półce z hasłem przeczytam kiedyś...A że pora roku jaka jest każdy widzi,a książka adekwatna stwierdziłam,że potrzeba mi czegoś na jesienną słotę...

A teraz trochę o treści: Marta 36-letnia lektorka języka angielskiego.Dziewczyna której życie nie rozpieszczało.W wieku 2 lat traci rodziców, kiedy jest w wieku nastoletnim, ukochana babcia pod której była opieką, dostaje paraliżu w skutek czego trafia do domu opieki,a Marta do domu dziecka...
Los nie szczędził jej od dzieciństwa-wie co to samotność i utrata bliskich...Wiedzie ona ustabilizowane życie w małym mieszkanku po babci pełnym wspomnień i zapachu waleriany.Życie które z roku na rok staje się bardziej samotne...
Po ciężkim dniu pracy udaje się na spacery do pobliskiego parku ,by podziwiać polską złotą jesień...Jej wzrok przykuwa postać mężczyzny, o ujmująco smutnym spojrzeniu i melancholijnym usposobieniu...Mężczyzny którego smutek zdaje się przenikać do głębi każdej jego komórki...To doktor Piotr Domański-którego życie rodzinne i osobiste za nim na dobre się zaczęło... zbyt szybko się skończyło...zabierając piękną młodą i ukochaną żonę Marię JEGO Marię...
Czy Tym Dwojgu los będzie sprzyjał i ich połączy...Czy samotna i nieśmiała Marta mimo to,że nie dostała w wyprawce od Pana Boga Wiary w siebie i własne możliwości uwierzy,że może mieć własną rodzinę kochać i być kochaną...Czy rozgoryczony i samotny Pan doktor zechce wrócić do świata żywych i pogodzi się z utratą żony???

Ja ze swojej strony powiem tylko,że do tej pory nie przepadałam za jesienią...No cóż tak mam i już...
Wiadomo huśtawki nastrojów,melancholie i stany depresyjne dołki doły i kratery;-)Aż tu mam swą tarczę obronną w postaci tej książki-już teraz wiem,że będę do niej wracać każdej jesieni...Bo bardzo pięknie Pani Oleksa ją tam opisała-ta moja nie lubiana opłakiwana pora roku-a tu nagle taka piękna...
Ba mało tego chyba zacznę wierzyć w moc kasztanów:-) I koniec końców Miłość Marty i Piotra kojarzy mi się właśnie z bukietem jesiennych liści liści jakże kruchych i kolorowych...Parę żółto-zielonych- dających nadzieje,pomarańczowych-jak ciepły płomień kominka,garść czerwonych-jak kolor miłości no i niestety jak to w życiu bywa żeby nie było tak kolorowo niestety-parę brązowych dających strach i zwątpienie...Jakby nie było wyszedł piękny jesienny, zaklęty bukiet miłosny...


No tak i ten żal, że to już koniec;-) Teraz już wiem,że jesień piękną jest choćby tylko w powieściach...

4 komentarze:

  1. widzę, że to rzeczywiście książka idelana na jesienne wieczory, także muszę się za nią rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak...jest idealna,polecam bardzo serdecznie;-)

      Usuń
  2. Książka jest świetna:) A tu adres bloga autorki tej książki:magialiterczarslow.blogspot.com
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O...Dziękuję bardzo, na pewno zajrzę...Dziękuję również za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń