29.12.2012

Piękny uśmiech,szczere oczy i rudy warkoczyk...




  

Któż nie zna małej, wrażliwej, dziewczynki o piegowatej buzi i rudych warkoczach?Tak, tak wszyscy wiemy,że chodzi o Anię z Zielonego Wzgórza.Panienkę o dobrym sercu,szczerych oczach i o wyobraźni tak bujnej,jaką tylko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.I dobrze,bo owa zaleta rekompensuje trudną sytuację w jakiej dziewczynka się znalazła...Jak wszyscy wiemy, bycie wychowankiem Domu Sierot, nie sprzyja polu do wielkiej imaginacji.Jednak przychodzi dla Ani dzień, w którym wszystko jaśnieje jak tysiąc złotych promieni słońca,a przed oczami rozpościera się panorama Zielonego Wzgórza. Miejsce,które tętni pięknem i przygodą,a także które w jednej chwili zdołało skraść małe, wrażliwe serduszko swej nowej mieszkanki.

Czytać Anię jest bez wątpienia fantastycznie.To tak jakby znowu wrócić do Krainy Dzieciństwa. Niemniej jednak wiem,że inaczej czyta się Anię będąc młodym dziewczęciem,a inaczej,gdy jest się dorosłą kobietą.
W wieku młodzieńczym, każda z dziewczynek marzy o tym by być,taką jak Ania.Łącznie z rudymi włosami i dużym polem do imaginacji.Ba,a najważniejsze to, umieć zjednać sobie serca ludzi, pomimo ciągłych tarapatów jakie stają na drodze naszej małej bohaterki.Oczywiście młodzi czytelnicy, też chcą tak wdzięcznie pokonywać swoje problemy.
Pamiętam,że kiedy pierwszy raz czytałam książkę L.M.Montgomery, miałam straszny żal do Maryli.Za oschły stosunek do Ani,wydawało mi się wówczas,że wcale jej nie kocha.Jak szczerze nie lubiłam Pani Linde,która omal nie doprowadzała mnie do pasji, swymi mądrościami na temat każdego mieszkańca.

Przychodzi jednak czas,że czytelnik dorasta,lecz Ania ze swoimi losami niezmiennie pozostaje ta sama. Natomiast, pogląd na Avonlea i jej mieszkańców lekko się zmienia.Maryla zdaje się zdroworozsądkowo hamować fantazyjne pomysły swej podopiecznej.Dla jej dobra.Zaś Pani Linde, to kobieta inteligenta i tylko troszkę narzucająca swe zdanie innym.

I tylko jedno, niezmiennie od lat, bez względu na wiek czytelnika, zostaje takie samo.Samotne rodzeństwo Cuthbertów kocha całym sercem, małą przygarniętą dziewczynkę o rudych włosach.Która rozjaśnia ich samotny dom, jak siedem kolorów tęczy.Od lat pozostaje także pragnienie,by mieć tak barwną przyjaciółkę,jak Ania.I aby choć raz, zasnąć i zbudzić się w pokoiku na facjatce, z widokiem na Avonlea.







2 komentarze:

  1. Pięknie tu u Ciebie... Spokojnie. Jakoś tak pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, gdy tu zajrzałam. Ale ja przecież nie o tym.

    Zajrzałam ze względu na Anię, ulubioną moją. Dorosłą kobietą jeszcze nie jestem, jednak i mi rzuciło się w oczy zachowanie Maryli, które postrzegam teraz troszkę inaczej niż wcześniej... Łzy, jakie roniła, gdy Ania odchodziła, Ania kładąca jej głowę na kolanach. Kiedyś tego się nie widziało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.Dziękuję za odwiedziny,każde cieszą wyjątkowo,bo dzięki nim blog tętni życiem;-) Spokojnie, ponieważ moje pisanie nie jest tak wprawne, i ujmujące jak innych.Na blogger-ski "szum medialny"trzeba sobie zapracować.Ja natomiast dopiero jestem na samym początku blogowania.Pozdrawiam.

      Usuń