24.06.2012

Ocalić życie od śmierci i zapomnienia....


Trafiła do moich rąk mała szara niepozorna niepozorna książeczka...o treści barwnej bogatej i porywającej...

Książka jest udokumentowanym zapisem wspomnień autora z pobytu na Syberii.Pewnego niedzielnego popołudnia do domu autora wkracza NKWD i z nieznanych przyczyn oskarża go o głoszenie kłamliwej propagandy po przez mówienie,że oficerów polskich w Katyniu zabili Rosjanie...Niewiarygodne jak w jednej chwili w owych czasach mogło przeobrazić życie człowieka-traci rodzinne szczęście i zostaje zesłany na głód, chłód i katorżniczą pracę w okowach syberyjskiej tajgi.
Z każdą przeczytaną kartką coraz mocniej wzrastał we mnie podziw i szacunek do bohatera...Zastanawiało mnie jak w tak ciężkiej sytuacji cierpiąc ból,dokuczliwe zimno,upokorzenie zachować jasność umysłu,szacunek i pomoc bliźniemu,gdzie niejednokrotnie taką pomocą narażało się zycie własne podwójnie...Jak żyć wiedząc,że jest się oskarżonym niesłusznie,kiedy życie przelicza się na godziny mając w świadomości myśl,że szare śniegi Syberii to nasz dom. Dopóki wróg brutalnie nie przerwie tlącego się nikłym blaskiem istnienia.Kiedy bohaterowi zdaje się,że jego los zmierza ku jednemu,a na ustach pozostaje cichy szept modlitwy przychodzi myśl,że tylko ręka boska uratować go może...Cichy szept modlitwy i różaniec głęboko ukryty w kufajce mocno przyciśnięty do piersi pozwala przetrwać i daje nadzieje,że to jeszcze nie jego czas...
Bardzo się cieszę,że przeczytałam tę książkę...wzbudziła we mnie wiele emocji od cichej łzy stoczonej po policzku,niepewność,lęk,po radość i zaskoczenie..Zaskoczenie bo okazuje się,że w obliczu beznadziejnej sytuacji, w otoczeniu drutów kolczastych można pięknie kochać.....


 Rysunki też piękne malowane ołówkiem czego zdjęcia niestety nie oddają (tak wiem aparat mam do bani;-0 NIESTETY) Książka wydana w 2011r Wydawnictwo Nowe stron 255.
 
                 
                                                                 Missy


17.06.2012

A mogło być EURO-SPOKO...

Miał być post o kolejnej przeczytanej książce ale nie...Jakoś nie mogę się otrząsnąć,że już nie jest EURO-Spoko;-/Nie jestem zagorzałą fanką futbolu,ale lubię popatrzeć sobie na naszych bądź co bądź przystojnych piłkarzy...Słychać dziś nutkę żalu w narodzie i atmosfera już nie ta,a tego chyba będzie mi brakować najbardziej...Jakby nie było historyczna chwila która potrafiła zjednoczyć ludzi od morza do Podhala...W każdym razie wiem,że nasza drużyna starała się jak mogła, kibice także dopisali- duzi i mali,starzy i młodzi,mężczyźni którzy zdarli doszczętnie swoje gardła i wypili morze piwa;-) Panie które nie przepadają na ogół za futbolem, jednak trzymały kciuki,a pierwszym golu z ich ust padał okrzyk "Boski Lewandowski" ;-) Mnie samej od trzymania kciuków palce mało nieodpadły...Podsumowując; dużo emocji,piękna atmosfera.......ALE TO JUŻ KONIEC......;-/

                          

06.06.2012

Zwycięstwo miłości...

Kiedy czekam na przesyłkę w której idzie kolejna staruszka bądź ją kupuje czuję się jak dziecko przed gwiazdką... ;-) Jak to bywa w przypadku nowych książek,gdzie recenzji jest wiele i wszelkiego rodzaju...W przypadku moich staruszek trzeba mieć nie lada szczęście, by dowiedzieć się czegoś o samej fabule.Zwykle informacje ograniczają się co do roku i miejsca wydania i ilości stron...I na tym się kończy,więc radź sobie człowieku...Radze sobie oj radze;-) Nie wiem czemu,ale mam do nich sentyment ogromny...Wraz z widokiem tak szanownej staruszki,w mej głowie kłębi się niezliczona ilość pytań: czyje dłonie ją trzymały, kim był jej właściciel, jakie zrobiła na nim wrażenie,kiedy ostatnio była czytana,w jaki sposób była kupiona,czy była może podarkiem,z którego zakątka kraju pochodzi? Zastanawiam się też, jak były czytane moje staruszki? Czy w świetle lampy naftowej na starym drewnianym biurku???,a może rodzinnie przy blasku dogasającego kominka???,a może czytała ją dama niedomagająca na zdrowiu w swem łożu,a jej pościel zdobiły frywolne koronki...???Bądź trzymały ją spracowane dłonie człowieka umęczonego po całym dniu ciężkiej pracy, który szuka wytchnienia przy lekturze siedząc na ganku swojego domku?...
   Jednak i tym razem moja staruszeczka mnie nie zawiodła...Powiem więcej kiedy czuję,że całkiem fajnie mi z bohaterami książki mija czas i chciała bym przenieść się do ich świata...Jestem na przedostatniej stronie;-)
Edna Lyall Prawda zwyciężą- Opisuje losy dwójki młodych ludzi usiłujących znaleźć odpowiednią drogę w swym już dorosłym aczkolwiek niełatwym życiu.
On-Michał Derewent mężczyzna z sercem na dłoni, o jakiego trudno w owych czasach.Przyjmujący sobie za cel i honor opiekę nad słabą i kruchą płcią.Jest mu ciężko ponieważ pod płaszczem pomocy i troski względem ukochanej kuzynki, wiernej towarzyszki zabaw dziecięcych, musi skrywać wielką miłość.Miłość która jak wszystko wskazuje nie ma racji bytu,gdyż Audrey jest młodym dziewczątkiem,która darzy uczuciem przystojnego, lecz zimnego i niegodnego jej uczuć szeryfa.Tem bardziej,że wybranek dla Adrey został wybrany przez jej tragicznie zmarłą matkę.A Michał osierocony w dniu narodzin przez zmarłą matkę w kilka godzin po porodzie zostaje porzucony nad rzeką przez własnego ojca.Ponieważ ten jest lekkoduchem, trafia mu się lepsza partia do ożenku dzięki któremu będzie miał lepszą protekcję w szerokim świecie...W oczach szeryfa Michał uchodzi za nic wartego człowieka"podrzutka karmionego cudzym chlebem litości"Czy pomimo tego,że los przed Michałem kładzie kłody pod nogi, zdoła ocalić niemożliwą miłość,swe dobre imię, i pozna prawdę o ojcu...??? Czy ukochana dostrzeże piękno i prostotę i wielkość serca Michała,które niesie miłość skrywaną przez lata???....Polecam i zapraszam do lektury;-)Książka wydana w 1933r. Liczy 247stron.




                                                         Missy........