26.09.2012

Moje... Powitanie... Jesieni...

Wprawdzie troszkę spóźnione,ale nic to:
Tak wiem, zdjęcie skandaliczne,nigdy nie opanuję tej sztuki...A i aparat stary...;-)
A więc Panią Jesień Witam:
Jesienną lekturą:Monika.A.Oleska Miłość w kasztanie zaklęta.( ostatnio złapałam się na tym,że lubię kiedy moje czytadełko jest stosowne do nadchodzącej pory roku.Lubię mieć choć jedno w zapasie ;-) )
Dwoma symbolicznymi kasztanami,w zamyśle to miała być ONA i ON jak się przytulają,a tak jakoś On trochę na Niej cha cha cha ... ;-?
Od paru dni blaskiem świec każdej ilości i wielorakim zapachu- ot nastrój i rekompensata,bo wciąż marzę o kominku i chyba na marzeniach się skończy...
Na chłodne wieczory obowiązkowo herbatka od której jestem uzależniona- bo już mierzona nie w litrach, a hektolitrach-tym razem o smaku wiśni i czarnej porzeczki...

                                                           Wspomnienie

                                      Mimozami jesień się zaczyna,
                                       złotawa, krucha i miła,
                                      To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
                                      która do mnie na ulicę wychodziła.

                                       Od twoich listów pachniało w sieni,
                                       gdym wracał zdyszany ze szkoły,
                                       a po ulicach w lekkiej jesieni
                                       fruwały za mną jasne anioły.
                                       Mimozami zwiędłość przypomina
                                       nieśmiertelnik żółty - październik.
                                       To ty, to ty, moja jedyna,
                                       przychodziłaś wieczorem do cukierni.
                                        Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
                                        w parku płakałem szeptanymi słowy.
                                        Księżyc z chmurek prześwitywał jesienny,
                                        od mimozy złotej majowy.

                                        Ach czułymi, przemiłymi snami
                                        zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
                                        w snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
                                         jak ta złota, jak ta wonna wiązanka.
                                                           Julian Tuwim
  

Pozdrawiam... Jesiennie...Missy...

23.09.2012

Siła przekazu wojennych wiadomości...

Autor : S.Blake. 
Oprawa : miękka. 
Liczba stron : 310. 
Wydanie:Warszawa  2010r.  

Książka jak dla mnie idealnie współgrająca z jesienną melancholią,nostalgią i smutkiem. Idealnie uzmysławia i przypomina o minionej wojnie, a także o tym,że gdzieś na świecie mimo pozornego ładu i porządku walki trwają.Walki w których całą swą siłą i mocą bierze udział człowiek...Któremu niestety przychodzi zapłacić najwyższą cenę-własne życie...To niestety do mnie dotarło po przeczytaniu tej książki...Przerażająca prawda,że pomimo spokoju we własnym kraju,gdzieś na świecie każdego dnia ubywa o jedno ludzkie istnienie...
Trzy kobiety,trzy różne osobowości- jedno spojrzenie w tym samym kierunku, w kierunku wojny która zmieniła ich dotychczasowe życie.
Emma-dotychczas szczęśliwa żona lekarza- który decyduje się pójść na wojnę, by odpokutować śmierć pacjenta ratując ludzkie istnienia od pogromu wojny.Kobieta krucha fizycznie,mimo wszystko stara się być silna emocjonalnie.Usiłuje nie rozpłynąć się w otaczającej ją pustce i samotności.Uparcie wierzy,że jej mąż wróci i nadal ją kocha...W pojęciu Emmy ludzie niekochani stają się przezroczyści nic nieznaczący aż w końcu znikają bez śladu...
Iris-naczelnik poczty, traktuje swoją pracę jako wyznacznik życia,Pomimo,że od wojny dzielą ją setki kilometrów to każdego dnia przeżywa ją na nowo słysząc przykre wieści w radio, nerwowe rozmowy mieszkańców miasteczka,baczne monitorowanie terenu przez swojego narzeczonego.A nade wszystko kładzie nacisk,by listy z frontu i na front wojenny trafiały zawszę do rąk adresatów.Listy które zawirają w sobie ciężar wojennych wiadomości.
Frankie-radiowa dziennikarka dotychczas zbierająca suche strzępy informacji na tematy polityczne-doznaje na własnej skórze czym jest wojna, kiedy ginie jej koleżanka,a ona sama cudem unika śmierci podczas kolejnego bombardowania.Mało tego zmierza do serca wojny pociągiem pełnym wysiedlony ludzi głownie żydów,którzy po którejś z  kolei przesiadce dowiadują się,że to droga donikąd...Frankie czuje,że ma związane ręce tak bardzo chciałaby pomóc tym ludziom i oddać realność nagrywanych z nimi rozmów i przekazać słuchaczowi realny obraz okrucieństwa jakie niesie ze sobą wojna....Wie,że nie jest w stanie sprostać obu tym rzeczom...

                     A jakie jest zakończenie?Polecam przeczytać...Jeśli ktoś tu zagląda....
      
                                                                   { Missy }

11.09.2012

Kobiece rozterki...

  

  Autor: S.Richardson. 
  Wydanie: Warszawa 1933 r.  
  Oprawa: twarda. 
   Ilość stron: 351. 


A więc dziś o długo wyczekiwanej staruszce.Zdjęłam przysłowiową wisienkę ze stosowego tortu ;-) Długo na nią chorowałam i mam,a najbardziej cieszy mnie jej stan zachowania no i oczywiście rok wydania.Sama treść mało zaskakująca ot taka sielankowa historia z dobrym zakończeniem.Po jej przeczytaniu przyszło mi na myśl przysłowie: Kto niema szczęścia w miłości ten ma je w grze.I na odwrót. 
A teraz o samej treści: Gabrjelę Maltby poznajemy, poznajemy w momencie śmierci jej ojca.Jedynego i najbliższego jej człowieka.Który starał się wychować swą córkę na dobrą i rozsądną panienkę odsuwając od niej wszelkie troski i zmartwienia jakie niesie ze sobą życie.Uważał,że życie dostatecznie pokrzywdziło mu córkę, odbierając jej we wczesnym dzieciństwie matkę. 
W ciągu paru chwil Gabrjela  traci "ochronny parasol" jaki roztoczył przed nią ojciec musi zmierzyć się z trudami jakie niesie prawdziwe życie.I oto "osłodą" dziewczyny w tych mrocznych dniach staje się wujostwo z Londynu.Krewni zabierają dziewczynę do siebie by w dniach żałoby nie była samotna i pokazują Wielkie Miasto w całej krasie.Wbrew pozorom i dzięki nowo poznanemu rodzeństwu ciotecznemu dziewczyna szybko się aklimatyzuje.Nie są jej też tak bardzo obce wystawne kolacje,bale i proszone wieczorki.To,że Gabrjela przepędziła całe życie na wsi nie rzutuje na jej osobowość w oczach Londyńczyków gdyż posiada ona niebywałą urodę i niewielki mająteczek. 
Jak każda, młoda dziewczyna, marzy ona o szczęśliwej miłości oraz dobrym i czułym mężu.Tylko czy w wielkim świecie- gdzie panuje moda na: 'zrobienie dobrej partii' im wyższy tytuł szlachecki im większy majątek tym lepsza partia- liczy się ktoś z tak prozaicznymi rzeczami jak czyjeś marzenia i uczucia??? 

Ale o tym jeśli chcecie przeczytajcie  już sami... 
                                                                              Polecam { Missy
 
       
 

04.09.2012

Witaj szkoło... ;-)


Wprawdzie nowy rok szkolny rozpoczął się wczoraj,ale to dziś pierwszy, poważny szkolny dzień- z teczką na plecach,zeszytem w dłoni...Ja  nieposiadająca swoich dzieci jako ciocia stoję z boku i bacznie obserwuję dzieciaki w swojej rodzinie...I nie pozostaje mi nic innego jak tylko mocne trzymanie kciuków za uczniów tych małych,większych i nastoletnich...Mam nadzieje i tego życzę"moim dzieciakom",że wiedza zdobyta w pocie czoła, przyniesie czasami chwile radości i zaprocentuje kiedyś w przyszłości... ;-)

Ps.Co do książek, to niebawem będzie, o kolejnej "staruszce która się czyta".

                                                              { Missy }