30.10.2012

Smutno mi Panie...





                                       Smutno mi Panie... 
                                        
                                      
                                       Dziś mam dzień,
                                      Co się nazywa rozstanie
                                      Dlatego smutno mi Panie.

                                     Któż wiedzieć mógł,
                                     Że tak się stanie.
                                     Ja nie wiedziałem.
                                     Biegłem dniu na spotkanie
                                    A teraz... smutno mi Panie.

                                    Radosne życia spotkanie
                                    Dnia wspólne przeżywanie.
                                    Konieczne? Tak... - rozstanie
                                    Jednak, smutno mi Panie.

                                   Wiem... Ciebie obrażam Panie
                                   Grzech pomnażam Panie
                                   Jednak... Konieczne - rozstanie
                                   Dlatego smutno mi Panie

                                   Wyjdę porankowi
                                   Na spotkanie
                                   Jednak...
                                   Smutno mi Panie. 

                                   autor:Tojewski


Odeszła Wielka Wojowniczka, Miłośniczka świata i życia...Dająca siłę wszystkim 
i każdemu z osobna...
http://chustka.blogspot.com

17.10.2012

W hołdzie błękitnej krwi...

autor: E.Haas.
wydawnictwo: Weltbild.
rok: 2010.
okładka: twarda. 
ilość stron: 300.   


Zaskoczyła mnie wypowiedź, na pewnym portalu społecznościowym, dotycząca tej książki, że niby to miał być romans???Jednak jeszcze jest mnie w stanie wiele rzeczy zadziwić.To już zupełnie nie wiem po co autor pisze z tyłu książki cokolwiek na temat książki skoro gro czytelników wysnuje sobie samym domysł na podstawie zdjęcia jakie przedstawia okładka;-)  

 Dla mnie to rodzinna saga o dochodzeniu do prawdy,sensie istnienia i wielkim samozaparciu i determinacji autorki, by dać świadectwo rodzinnej prawdzie,która za wszelką cenę musi ujrzeć światło dzienne.Bez względu na wszelkie przeciwności jakie napotyka w drodze odkrywania rodzinnych korzeni.Chce odkryć prawdę dzięki której Ona sama,a nade wszystko jej przodkowie osiągną tak ważny spokój ducha... 

Troszkę o samej treści: Nastoletnia Eve w raz z rodzicami musi uciekać z dotychczas zamieszkiwanego berlina-kraju w którym rozpoczynają się dyktatorskie i niebezpieczne rządy Hitlera.Nie musiała by tego robić gdyby nie była pochodzenia żydowskiego...Jako nielicznym z wielu rodzinie Eve udaje przedostać się do bezpiecznej Anglii.Muszą jednak zapłacić pewną cenę tej podróży-zostawiając ukochaną seniorkę rodu-babcię autorki w niebezpiecznym kraju.Kobietę starszą i schorowaną niezdolną do podróży...W skutek zaistniałej sytuacji w dniu 16 urodzin Eve dostaje od ojca sekretny notatnik-w którym mała wzmianka dosyć niewyraźna sugeruje,że być może w żyłach jej płynie błękitna krew... Niemniej jednak notatnik zostaje oddany na przechowanie matce autorki,a rodzice nakazują w tak niebezpiecznych okolicznościach kategoryczne milczenie i skutecznie umniejszają rangę ważności notatnika w oczach dziewczyny.  


Nic więcej nie napiszę prócz tego,że dzięki książce można wybrać się w ciekawą przeszłość, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki... 


                        
                                                           { Missy }
.  



05.10.2012

Jesienne barwy miłości...

Wydawnictwo: Zysk i S-ka. 
Wydanie: 2010 r. 
Liczba stron: 243.
Okładka: miękka. 

Przeczytałam parę pochlebnych recenzji.Stwierdziłam muszę ją mieć...Później trafiła się mega promocja ku mojej uciesze...Aż w końcu wylądowała na półce z hasłem przeczytam kiedyś...A że pora roku jaka jest każdy widzi,a książka adekwatna stwierdziłam,że potrzeba mi czegoś na jesienną słotę...

A teraz trochę o treści: Marta 36-letnia lektorka języka angielskiego.Dziewczyna której życie nie rozpieszczało.W wieku 2 lat traci rodziców, kiedy jest w wieku nastoletnim, ukochana babcia pod której była opieką, dostaje paraliżu w skutek czego trafia do domu opieki,a Marta do domu dziecka...
Los nie szczędził jej od dzieciństwa-wie co to samotność i utrata bliskich...Wiedzie ona ustabilizowane życie w małym mieszkanku po babci pełnym wspomnień i zapachu waleriany.Życie które z roku na rok staje się bardziej samotne...
Po ciężkim dniu pracy udaje się na spacery do pobliskiego parku ,by podziwiać polską złotą jesień...Jej wzrok przykuwa postać mężczyzny, o ujmująco smutnym spojrzeniu i melancholijnym usposobieniu...Mężczyzny którego smutek zdaje się przenikać do głębi każdej jego komórki...To doktor Piotr Domański-którego życie rodzinne i osobiste za nim na dobre się zaczęło... zbyt szybko się skończyło...zabierając piękną młodą i ukochaną żonę Marię JEGO Marię...
Czy Tym Dwojgu los będzie sprzyjał i ich połączy...Czy samotna i nieśmiała Marta mimo to,że nie dostała w wyprawce od Pana Boga Wiary w siebie i własne możliwości uwierzy,że może mieć własną rodzinę kochać i być kochaną...Czy rozgoryczony i samotny Pan doktor zechce wrócić do świata żywych i pogodzi się z utratą żony???

Ja ze swojej strony powiem tylko,że do tej pory nie przepadałam za jesienią...No cóż tak mam i już...
Wiadomo huśtawki nastrojów,melancholie i stany depresyjne dołki doły i kratery;-)Aż tu mam swą tarczę obronną w postaci tej książki-już teraz wiem,że będę do niej wracać każdej jesieni...Bo bardzo pięknie Pani Oleksa ją tam opisała-ta moja nie lubiana opłakiwana pora roku-a tu nagle taka piękna...
Ba mało tego chyba zacznę wierzyć w moc kasztanów:-) I koniec końców Miłość Marty i Piotra kojarzy mi się właśnie z bukietem jesiennych liści liści jakże kruchych i kolorowych...Parę żółto-zielonych- dających nadzieje,pomarańczowych-jak ciepły płomień kominka,garść czerwonych-jak kolor miłości no i niestety jak to w życiu bywa żeby nie było tak kolorowo niestety-parę brązowych dających strach i zwątpienie...Jakby nie było wyszedł piękny jesienny, zaklęty bukiet miłosny...


No tak i ten żal, że to już koniec;-) Teraz już wiem,że jesień piękną jest choćby tylko w powieściach...