06.01.2013

Jedna noc,w czasie której przewija się całe życie...

Wydanie:Świat Książki. 
Rok: 2005. 
Oprawa: twarda. 
Ilość stron: 207. 

Kiedy brałam tę książkę do rąk, miałam nadzieje na przyjemną rodzinną opowieść z klimatem świątecznym w tle.Zaskoczyła mnie ona bardzo,a jeszcze głębiej zasmuciła...

To piękna, przepełniona smutkiem, książka o kruchości życia.Nostalgii za tym co minęło bezpowrotnie.
A przede wszystkim, to książka o rodzinie której przyjdzie się zmierzyć z sytuacją śmierci bliskiej osoby w rodzinie.Kiedykolwiek, by ona nie nastąpiła zawsze będzie zbyt bolesna...
A co jeśli jest się szczęśliwą żoną swego męża i  mamą trzech, ślicznych,małych dziewczynek.Co począć, jak wytłumaczyć i się zachować,kiedy na dwa dni przed Bożym Narodzeniem Laura dowiaduje się,że na skutek potwornego bólu, który opanował jej głowę za kilka godzin opuści swoją rodzinę...Choć bardzo tego nie chce.A każda minuta nieubłaganie oddziela ją od kochającego męża, córek i życia które wiodła...Życia które zdawało się poniekąd ciężkie i nudne,lecz nie nieszczęśliwe...

Książka,która zmusza do refleksji...Zastanawia, czy zdołalibyśmy zachować trzeźwość umysłu i rzetelną ocenę,pomimo nieuchronnego końca życia,który miałby nastąpić dziś. Życia,które mogłoby przynieść, jeszcze wiele pięknych chwil.

Przychodzi mi myśl,że jakkolwiek byśmy się nie-zachowali to każde słowo będzie za małe,a każdy gest nie wystarczający względem osoby która nas opuszcza,a wspólny czas który pozostał za krótki i niesprawiedliwy.

Natomiast czytelnikowi przypomina, o wadze każdej minuty z  własnego dnia.By w zabieganiu, nie pozostawiać gestów i uczuć,względem drugiej osoby na jutro,bo możemy obdarzyć nią już dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz