27.01.2013

Nie ma ucieczki od bólu trzeba go oswoić,żeby nie dokuczał...

Wydawnictwo: Literackie Muza SA. 
Rok wydania: Warszawa 2011.  
Oprawa: Twarda. 
Ilość Stron: 527. 

 
 Powietrze pulsujące wilgocią,żar lejący się z nieba,a dookoła morze trzciny cukrowej.A w jej gąszczu pochylone postacie czarnoskórych niewolników,o zgrubiałych dłoniach i poranionych plecach,które dosięgnął bezwzględny bat nadzorcy.
Taki obraz będzie składał się na życie małej dziesięcioletniej mulatki imieniem Zarite.Dziewczynka,porzucona przez matkę-zostaje kupiona przez bogate Państwo,w którego domu pełni role maskotki.Stamtąd trafia do rąk swego nowego Pana i "opiekuna" Toulouse Valmoraina. Gdzie każdego dnia na nowo, będzie uczyła się oswoić z bólem własnej duszy i widokiem bólu i cierpienia innych ludzi.W tym istot jej najbliższych.
Początkowo, dziewczynka pełni rolę służącej,gdzie niezmiennie towarzyszą jej:"moskity,rechot ropuch świst bicza, dni pełne znoju,a noce strachu."Noce w których przyjdzie pełnić jej rolę nałożnicy, poniżanej,bitej i gwałconej. Podczas takich chwil, marzy ona o wolności- myśl ta niezmiennie każdego dnia, dodaje jej woli walki i sił do przetrwania. 
Pomimo okrutnego losu, dziewczyna  wierzy nieodparcie w swą dobrą gwiazdę i bogów Loa,którzy pomagają jej pogodzić się z utratą ukochanego syna i podtrzymują ją w nadziei ,że kiedyś nadejdzie dzień w którym stanie się affrancis- wyzwoloną mulatką. Dzień, który sprezentuje wolność setkom niewolniczych istnień,a plantatorom przyjdzie zapłacić za każde stracone życie...Czarnoskórych mężczyzn,kobiet i dzieci...

Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie.Podczas czytania, nie zabrakło łez i zaciskania pięści.Jakoś tak nieodparcie wierzyłam,że Valmorain w jakiś sposób musi zapłacić za nie godziwości wyrządzone Zarite.Choć i sama bohaterka za cenę wolności, zdecydowanie za wiele, musiała położyć na szali życia.Utrata godności,wielkiej miłości,a nade wszystko życia własnych dzieci.
Czytając, zastanawiałam się, ile złego los jest w stanie zesłać na jednego człowieka,a on sam unieść...
Okazuje się,że Zarite potrafiła bardzo dużo.Pomimo batów, jakie dawało jej życie,potrafiła podnieść się i podziękować swym bogom tanecznym krokiem.
Przez ponad 500 stron, czytelnikiem targają silne emocje: strach,niemoc,złość,ból nienawiść,otępienie,radość,łzy i zdziwienie.I tam gdzie widzi białego człowieka, niestety dostrzega także czerń jego charakteru i duszy...Natomiast, Zarite od dziecka nosiła w sobie jasnego anioła. Który wbrew wszelkim regułom i zasadom ratuje swego niegodziwego "opiekuna" wskutek czemu karta życia się odwraca...
Tańcz,tańcz, Zarite,
bo niewolnik,który tańczy,
jest wolny...dopóki tańczy.


                                                              {Missy}

2 komentarze:

  1. Ładna recenzja Missy:) Nie sądziłam,że ta książka jest taka mocna uczuciowo.Czasami lubię sobie popłakać,więc jak mnie najdzie nastrój to przeczytam,bo książkę posiadam.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Gosiu dziękuję.Oj ocena subiektywna z tym płakaniem,ale ze mnie raczej płaczliwy ludź:-) To miłe co piszesz,wszystkiego bym się spodziewała,ale nie tego,że moje recenzję są ładne;-/. Kiedy widzę jak inni piszą.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń