18.05.2013

Podróż w głąb siebie...

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis.  
Wydanie: V. Poznań 2013r. 
Oprawa: miękka. 
Ilość stron: 486. 

To moje pierwsze zetknięcie z piórem E.Gilbert,ale bardzo udane,bo mam ochotę na więcej i więcej. 
Ja człowiek nie podróżujący, z wielu życiowych przyczyn, dzięki tej książce mogłam się poczuć jak rasowy turysta i podróżnik w jednym.A mając za przewodnika Liz to już w ogóle czysta przyjemność. 
Wraz z autorką odwiedziłam Italię, Indie, i Indonezję.Poznałam piękne kraje,dziewicze wyspy i jej bardzo miłych i bardzo egzotycznych przyjaciół. 

I tak w Italii-Liz poszukuje utraconej równowagi,po burzliwych dziejach swego losu.Na nowo smakuje potrawy i życie,a przede wszystkim doskonali język i podziwia to co Włochy mają w sobie najpiękniejsze. 
W Indiach- zaś usiłuje znaleźć równowagę pomiędzy duchem,a ciałem,poszukuje harmonii i kontaktu  
ze swoim guru,a nade wszystko chce uspokoić swoje poranione serce i zszokowany umysł. 
Natomiast w Indonezji-rozkoszuje się pięknymi widokami,czystością serca i umysłu od wszelkich trosk,czystością na którą tak ciężko pracowała.Poznaje także siebie na nowo w roli kobiety.Kobiety,która przede wszystkim, czuje się dobrze sama z sobą, w swojej skórze.Uczy się także, bardzo ostrożnie smakować uczucie.Uczucie,które zadziwia ją każdego dnia,bo On-mężczyzna nie narzuca swej woli nie oczekuje,natomiast cierpliwie czeka i wielbi ją każdego dnia. 

Tak naprawdę te  trzy miejsca, są tylko etapami do tej jednej z ważniejszych podróży. Podróży w głąb siebie.Wędrówka ta,pozwoli Liz odnaleźć samą siebie,a przede wszystkim swoje JA. 
JA,które zostało zniszczone przez nieudane małżeństwo,wygasłą miłość, i wieczne kłótnie.A także przez gehennę wyniszczającego rozwodu. 
Liz boryka się także, od dzieciństwa z palącym strachem,mijającego czasu i nieuchronnością końca życia.To wszystko złożyło się, na ciężką depresję i świadomość,że straciła bardzo wiele męża,wymarzony dom,szacunek otoczenia. 
 Jednak wie,że jeśli pozostanie w nieudanym związku i nieszczęśliwym życiu,jeśli nie zaryzkuje,nie odnajdzie SWEGO SZCZĘŚLIWEGO JA. 

"Wielcy jogini twierdzą,że wszelki ból u człowieka wywołany jest słowami,podobnie jak radość. Tworzymy słowa,aby opisać nasze doświadczenia,a słowa ciąg za sobą towarzyszące im emocje,które szarpią nami jak psy na smyczy.Dajemy się uwieść własnym mantrom ( jestem nieudacznikiem...jestem samotna...jestem nieudacznikiem... jestem samotna...) I stajemy się ich pomnikiem. 

Taka mała książka,nie pozorna,a czytelnikowi może dać tak wiele.Mnie zmusiła,by małymi kroczkami zrobić porządek w swej duszy,że jeśli sama nie będę myśleć o sobie dobrze, to nikt inny za mnie tego nie zrobi...I jeszcze paru innych rzeczy,ale tego już nie zdradzę...Książka zostawiła także ślad tęsknoty,by w poszukiwaniu samej siebie,dopomógł jakiś szaman,a przy okazji powróżył z ręki
A i pojawiło się nowe pragnienie,w moim życiu...Chciałabym, nauczyć się ćwiczyć jogę tylko zupełnie nie wiem jak się do tego zabrać...Ech marzenia,marzenia;-) 

                                       Miłego weekendu wszystkim Missy;-) 

2 komentarze:

  1. Fajna książka, o wiele lepsza niż film. Czytałam również drugą część, utrzymaną w nieco odmiennym tonie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj,o to mnie zaciekawiłaś,bo filmu nie oglądałam,a o drugiej części intensywnie myślę;-)Dzięki za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń