01.05.2013

Purpurowy kwiat wiecznej miłości...



 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia. 
Wydanie: Warszawa 1968r. 
Oprawa: Twarda płócienna. 
Ilość stron: 250. 
  
W tej części powieści L.Montgomery, śledzimy losy Ani,jako świeżej studentki Redmondu.Uczennicy pełnej gorliwości i zapału, do nowych zadań i trudności,jakie przyjdzie jej pokonać. Ania oddaje się pasji nauki,ale także całe swe serce, i przyjaźń wkłada w nowe grono towarzyskie,jakie udało jej się zjednoczyć, swą radością i optymizmem. 
Wiele przyjemności czerpie, mieszkając w Ustroniu Patty,które staje się jej drugim domem.A przyjaźń zawarta z dziewczętami, utwierdza ją tylko mocno w przekonaniu,że czas który tu spędza jest niepowtarzalny i wyjątkowy. 
Kiedy staje,u kresu swej studenckiej podróży wie,że był to czas pełen wyzwań,niepewności,ale także radości i beztroski-taki,który przeżywają Żacy.Ma świadomość minionego czasu, oraz tego,że życie zamknęło za nią jeden rozdział,a otworzyło drugi.Jeszcze nie znany i obcy.. 

Sama Ania to już nie tylko studentka,ale także młda kobieta,w życiu której niepostrzeżenie,nieśmiało i lękliwie kwiat miłości rozchyla swe płatki. Sama właścicielka,owego kwiatu który w sobie nosi, nie jest zachwycona, ani tym bardziej przygotowana, na działania ze strony serca,jak i losu. A tym bardziej,ze strony samych adoratorów
Na brak wielbicieli,jak i samych adoratorów Ania nie może narzekać. Propozycje małżeństwa sypią się jak z rękawa.Natomiast sama Ania szuka uczucia bardzo daleko,a tym czasem miłość jest bardzo blisko,na wyciągnięcie ręki.Zaś samo jej serduszko, początkowo zdaje się kocha Roberta,ale tak naprawdę bije i rwie się w stronę: Tej Jedynej Miłości z Lat Dziecięcych...Gilberta. 

Jak dla mnie, części Ani,pisane ręką L.M.Mongomery są magiczne i ponadczasowe.Czytając je człowiek przenosi się w świat klimatyczny,ciepły i ciekawy, z  którego wcale nie chce s
odchodzić...W tej części, śledziłam losy, młodej studentki,a przede wszystkim kobiety,która usiłuje na drodze życia, odnaleźć swe przeznaczenie,które pomimo dalekich poszukiwań,jest bardzo blisko.Przeznaczenie,które nie traci nadziei,po cichutku,cierpliwie,kocha i czeka...  

 „-Niestety, Aniu, będziesz musiała na mnie jeszcze długo czekać - rzekł Gilbert ze smutkiem. -Dopiero za trzy lata skończę medycynę, a wątpię, czy i potem będę mógł cię obsypać klejnotami i czy będziemy mogli zamieszkać w marmurowym pałacu. Ania zaśmiała się serdecznie. - Nie pragnę brylantów ani marmurowych pałaców, pragnę mieć Ciebie i tylko Ciebie.”

                                                      { Missy }
                           
 

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz