21.06.2013

Delikatna i krucha,jak figurka z saskiej porcelany...


    
  

Wydawnictwo: Łódzki Instytut Wydawniczy. 
Wydanie:Łódź 1917r. 
Oprawa: Twarda płócienna. 
Ilość stron: 338. 

Dziś na staruszkę przyszedł czas.Tak, dawno nic nie było,więc tym bardziej z wielką radością Wam prezentuję zacną damę.Dama, dostojna i wiekowa,bo aż 1917r.Kiedy ją zobaczyłam oczy się zaświeciły i wiedziałam,że moją być musi.Mało tego, bo jak zobaczyłam,że jest opatrzona romantycznym podpisem poprzedniej właścicielki...Ech,a poprzednia właścicielka to Liliana Arendtówna.Prawda,że piękne imię???I tak zamarzyłam sobie z tego wszystkiego o piórze kulkowym:-)

A więc dziś dość,że klasyka wielkiego formatu,to jeszcze staruszeczka w wydaniu vintage.I tylko wstyd się przyznać,bo to dopiero moja druga książka Dickensa.W szkole poznana Opowieść wigilijna,no i bohaterka dzisiejszego postu.Ale nic to,bo postanowiłam zagłębić się w twórczość autora, i poznać bardziej i więcej jego powieści.Oczywiście, nie wszystko na raz tylko powoli,etapami i w odpowiednim czasie,bo jego proza jest klimatyczna,nastrojowa i piękna....Stary Londyn,dorożki...ech;-)

Tak więc dziś o Małej Dorrit Dickensa.Która ni mniej ni więcej,tak jak w tytule posta kojarzy mi się z małą, porcelanową,delikatną figurką z porcelany.Z pozoru małe, wątłe, i kruche dziewczątko o rubinowych usteczkach, i smutnym wnikliwym spojrzeniu.To mała istota o wielkim sercu, która dzwiga wszystkie troski i niepowodzenia,swej chwiejnej,nieodpowiedzialnej rodziny.Kiedy czytając,patrzyłam na rodzinę Dorrit, przyszły na myśl słowa,Kabaretu Starszych Panów: "Rodzina ech rodzina..." Choć czas i epoka powieści zgoła inna to jednak, jak najbardziej adekwatna.

Przyglądając się, każdemu z członków rodziny,nie bardzo wiedziałam, na czyj karb złożyć jej stan sytuacyjny i bytowy.Oraz to,że wszyscy Oni są mieszkańcami Więzienia Marszałkowskiego.Miejsce to,jak każde więzienie odgrodzone jest murem od miasta.Zamieszkują je rodziny ubogie,które są dłużnikami wobec miasta.
Nie wiedziałam,czy ubóstwo w jakim żyje Mała Dorrit to wina, owdowiałego,starego i zdziecinniałego ojca,przygniecionego życiem?Dobrotliwego,lecz nieco opóźnionego w swym zachowaniu wuja? Próżnego i aroganckiego brata? I w końcu zarozumiałej, i lekko podchodzącej do życia,acz bardzo pięknej siostry Fanny.
A po środku tego,Amy- dziewczynka z "porcelany",która pomimo nędzy i wachlarzu codziennych trosk,stara się scalać i jednoczyć rodzinę.A także chronić ją od głodowej śmierci.
Ona sama jest matką,swemu starszemu rodzeństwu,ojcu, i wujowi.Mała postać,lecz wielkie serce, i mądra głowa rodziny Dorrit.Młoda panienka,która sama jeszcze potrzebuje matczynej troski i opieki.Jej pracowite rączki,z kawałka sukna czarują cuda,a oczy zasnute troską dnia codziennego i biedą,każdego dnia starają się dostrzec gdzieś tlącą iskierkę,na lepsze jutro.Każdego dnia bowiem,stara się wlać w swe serduszko odrobinę nadziei.Nadziei i otuchy,którą raczy także pozostałe rodziny mieszkające w więzieniu.

I oto niepostrzeżenie,pewnego dnia tą iskrą stanie się pan Artur Clemman.Syn chlebodawczyni małej Amy.Mężczyzna,który sam nigdy nie zaznał, matczynej miłości i szczęścia rodzinnego.Ze wszech miar chce pomóc Amy, i wyrwać ją z przytłaczającego,i nędznego miejsca.Traktuje ją jak mała dziewczynkę,Swą Maleńką Dorrit,która zniosła już tyle trosk w życiu,że niejeden mężczyzna,by się załamał.Natomiast, swe uczucia nieśmiało lokuje,w innej pięknej niewieście,lecz jak to w powieściach bywa...Kto szuka daleko i daremno,ten nie wie,że skarb zazwyczaj jest blisko.

A jak wiadomo, przykre początki mają miły koniec.Poza samą historią Małej Dorrit,urzekło mnie także to zdanie; Zaczynaj wcześnie wykonaj dobrze!.

                                                            { Missy } 
Ps Co oczywiście,nie tyczy się tego posta,który pisany był baaaaaaarrrrrrrrrdzo długo.A wszystko przez to gorąco - książki się czytają,a z pisaniem gorzej;-) Ba,ale to już LATO radośniej serce bije...
                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz