28.05.2013

Płaszczem z książek otulona...

 Wydawnictwo: Replika. 
  Wydanie: 2011r. 
  Oprawa : miękka.  
   Ilość stron:  236.
 


Bywa czasami tak,że życie nas nie rozpieszcza.Mało tego pokazuje ciemną stronę swego medalu,a nam nie pozostaje nic innego jak tyko się zastanawiać,czy to jest jego awers czy rewers? Zastanawiamy się także,kiedy złe chwile i passa się skończą...Bo plecak trosk,niepowodzeń, i życiowych problemów niewiarygodnie nam ciąży.Nie jesteśmy w stanie, wziąć tak po męsku więcej problemów,a głowa ich pomieścić.Wtedy szukamy ucieczki...Byle szybciej i jak najdalej...Jak w zabawie w berka, schować się przed problemami życia i dnia codziennego.Byłby świetnie,gdyby jeszcze można było wyłączyć milczenie...Niestety,takiego komfortu nasze organizmy nie posiadają,więc szukamy odskoczni...
Jedni gonią na siłownie i fitness by odreagować,drudzy szukają pocieszenia w barze,nad szklanką od połowy pełną,lub od połowy pustą,trzeci oddają się szałowi zakupów i chwytają się nowej bluzki, jak tonący brzytwy byleby tylko zapomnieć.Czwarci zaś, otulają się płaszczem z książek,który odgradza ich  od szarzyzny i kłopotów dnia codziennego,wprowadzając w inny lepszy świat, zamknięty między stronicami książki.

Takim też metodom, oddaje się tytułowa bohaterka, Dzielnicy czerwonych jabłek - Joanna.
Przed niepowodzeniami życia,ucieka między stronice książek,jako nastolatka, będąc w cieniu swojej starszej i w mniemaniu innych piękniejszej siostry,której życie usłane jest różami.I daje to co w pakiecie ma najlepszego.Natomiast Asia boryka się z mianem szarej myszki,młodzieżowymi kompleksami,i przymusowymi, ciepłymi, różowymi majtkami do kolan,w które ubiera ją mama.

Życie dorosłe bohaterki,jest także przyodziane w troski.Utrata dotychczasowej pracy,choroba i śmierć ukochanej mamy,przeraźliwa samotność ojca,a do tego wielka nieodpowiedzialność starszej,pięknej i idealnej siostry,ubranej w dobrze skrojony skrojony kostium, której nie idealnie rozpada się rodzina.A młodziutka siostrzenica, ucieka do jakże ciepłych ramion cioci Asi.Cioci,która rozumie,potrafi rozmawiać i zawsze ma czas...

A po środku, tej życiowej zawieruchy stoi Asia,gdzie wszyscy oczekują pomocy,wsparcia.A kto pomoże jej,poda pomocną dłoń???Kiedy patrzy na to wszystko, ma nieodparte wrażenie, że
"Urodziłam się zbyt wcześnie.Połowa przechodniów tłoczących się na chodniku była młodsza ode mnie.Jak to się stało i kiedy,że tak niezauważalnie znalazłam się po niewłaściwej stronie?Może po prostu zjechałam z wielkiej góry książek i papierów,wśród których płynęło mi życie,i moje sanki zatrzymał się z napisem "Koniec" ".

Pewnego dnia,w najmniej oczekiwanym momencie i mało romantycznym miejscu,bo w sklepie ze sprzętem rehabilitacyjnym Joanna spotyka tego wymarzonego.Wymarzonego,bo ma to co ceni u mężczyzn najbardziej"Piękny Nos",a to według Joanny niespodziewana rzadkość.Czy zostanie tym jedynym???Nie zdradzę,zachęcam do lektury,bo warto;-)

Książka trafiła na listę,moich ulubionych lektur,bo w sposób lekki opowiada o życiowych problemach,trudnych decyzjach i samotności.A Joanna podbiła moje serce szczególnie,bo mogę przypisać wielkie podobieństwo,siebie do niej i na odwrót.

18.05.2013

Podróż w głąb siebie...

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis.  
Wydanie: V. Poznań 2013r. 
Oprawa: miękka. 
Ilość stron: 486. 

To moje pierwsze zetknięcie z piórem E.Gilbert,ale bardzo udane,bo mam ochotę na więcej i więcej. 
Ja człowiek nie podróżujący, z wielu życiowych przyczyn, dzięki tej książce mogłam się poczuć jak rasowy turysta i podróżnik w jednym.A mając za przewodnika Liz to już w ogóle czysta przyjemność. 
Wraz z autorką odwiedziłam Italię, Indie, i Indonezję.Poznałam piękne kraje,dziewicze wyspy i jej bardzo miłych i bardzo egzotycznych przyjaciół. 

I tak w Italii-Liz poszukuje utraconej równowagi,po burzliwych dziejach swego losu.Na nowo smakuje potrawy i życie,a przede wszystkim doskonali język i podziwia to co Włochy mają w sobie najpiękniejsze. 
W Indiach- zaś usiłuje znaleźć równowagę pomiędzy duchem,a ciałem,poszukuje harmonii i kontaktu  
ze swoim guru,a nade wszystko chce uspokoić swoje poranione serce i zszokowany umysł. 
Natomiast w Indonezji-rozkoszuje się pięknymi widokami,czystością serca i umysłu od wszelkich trosk,czystością na którą tak ciężko pracowała.Poznaje także siebie na nowo w roli kobiety.Kobiety,która przede wszystkim, czuje się dobrze sama z sobą, w swojej skórze.Uczy się także, bardzo ostrożnie smakować uczucie.Uczucie,które zadziwia ją każdego dnia,bo On-mężczyzna nie narzuca swej woli nie oczekuje,natomiast cierpliwie czeka i wielbi ją każdego dnia. 

Tak naprawdę te  trzy miejsca, są tylko etapami do tej jednej z ważniejszych podróży. Podróży w głąb siebie.Wędrówka ta,pozwoli Liz odnaleźć samą siebie,a przede wszystkim swoje JA. 
JA,które zostało zniszczone przez nieudane małżeństwo,wygasłą miłość, i wieczne kłótnie.A także przez gehennę wyniszczającego rozwodu. 
Liz boryka się także, od dzieciństwa z palącym strachem,mijającego czasu i nieuchronnością końca życia.To wszystko złożyło się, na ciężką depresję i świadomość,że straciła bardzo wiele męża,wymarzony dom,szacunek otoczenia. 
 Jednak wie,że jeśli pozostanie w nieudanym związku i nieszczęśliwym życiu,jeśli nie zaryzkuje,nie odnajdzie SWEGO SZCZĘŚLIWEGO JA. 

"Wielcy jogini twierdzą,że wszelki ból u człowieka wywołany jest słowami,podobnie jak radość. Tworzymy słowa,aby opisać nasze doświadczenia,a słowa ciąg za sobą towarzyszące im emocje,które szarpią nami jak psy na smyczy.Dajemy się uwieść własnym mantrom ( jestem nieudacznikiem...jestem samotna...jestem nieudacznikiem... jestem samotna...) I stajemy się ich pomnikiem. 

Taka mała książka,nie pozorna,a czytelnikowi może dać tak wiele.Mnie zmusiła,by małymi kroczkami zrobić porządek w swej duszy,że jeśli sama nie będę myśleć o sobie dobrze, to nikt inny za mnie tego nie zrobi...I jeszcze paru innych rzeczy,ale tego już nie zdradzę...Książka zostawiła także ślad tęsknoty,by w poszukiwaniu samej siebie,dopomógł jakiś szaman,a przy okazji powróżył z ręki
A i pojawiło się nowe pragnienie,w moim życiu...Chciałabym, nauczyć się ćwiczyć jogę tylko zupełnie nie wiem jak się do tego zabrać...Ech marzenia,marzenia;-) 

                                       Miłego weekendu wszystkim Missy;-) 

15.05.2013

Uchwycone z życia chwile,co odfruwają jak motyle...



Cisza na blogu,a to za sprawą ważnego dla mnie dnia, do którego oboje się przygotowywaliśmy.Ja i mój Chrześniak.Tak,by dzień Pierwszej Komunii Świętej był niezapomniany i uroczysty;-) Dzień zapowiadał się deszczowo i pochmurnie,ale podczas Mszy dzieciaczki dostały piękny prezent,bo wyjrzało słoneczko.Było słonecznie i bardzo wietrznie.Wiatr poniewierał dziewczynkom loki;-) Ale i tak było super,jak mówił chrześniak;-) Niedawno taka mała kruszyna,a teraz Najważniejszy Mężczyzna Mojego Życia;-)A zdjęcia będą przypominać,by wspaniałe chwile tego pięknego i ważnego dla Nas Obojgu dnia, nie odfrunęły jak wiosenne motyle...

03.05.2013

Mały,wielki-stosiczek...


Jakoś nikt nie zechciał mi pomóc, w moim problemie ze zdjęciami,ale nic to...świadczy to o tym,że niewiele osób tu zagląda...Tym razem, ze zdjęciem się udało,raz się załaduje10nie...Trudno... Trochę to wszystko smutne...

Od góry:
1.R.P. Evans- Obiecaj mi.
2.A.Philips& J.Lahutsky- Porzucony.
3.E.Gilbert- Jedz,Módl się,Kochaj.- w fazie czytania.
4.J.Dehnel- Lala. 
5.K.Dickens- Mała Dorrit.- wiekowa staruszka,której jak w każdym stosie, nie mogło zabraknąć.
6.J.Modelski- Dziewczyny wojenne.- od dawna marzyłam,by przeczytać.

                                                        { Missy }

02.05.2013

Prośba o pomoc...-sprawy tecniczne...

Nigdy nie byłam dobra, w komputerowe "klocki";-) Ostatnio, kiedy chcę wstawić zdjęcie na bloga, pojawia się szary kwadrat przekreślony krzyżykiem i zdjęcie nie wchodzi;-( Nie za bardzo, wiem co zrobić.Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc...

                                                                        { Missy }

                                                      

01.05.2013

Purpurowy kwiat wiecznej miłości...



 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia. 
Wydanie: Warszawa 1968r. 
Oprawa: Twarda płócienna. 
Ilość stron: 250. 
  
W tej części powieści L.Montgomery, śledzimy losy Ani,jako świeżej studentki Redmondu.Uczennicy pełnej gorliwości i zapału, do nowych zadań i trudności,jakie przyjdzie jej pokonać. Ania oddaje się pasji nauki,ale także całe swe serce, i przyjaźń wkłada w nowe grono towarzyskie,jakie udało jej się zjednoczyć, swą radością i optymizmem. 
Wiele przyjemności czerpie, mieszkając w Ustroniu Patty,które staje się jej drugim domem.A przyjaźń zawarta z dziewczętami, utwierdza ją tylko mocno w przekonaniu,że czas który tu spędza jest niepowtarzalny i wyjątkowy. 
Kiedy staje,u kresu swej studenckiej podróży wie,że był to czas pełen wyzwań,niepewności,ale także radości i beztroski-taki,który przeżywają Żacy.Ma świadomość minionego czasu, oraz tego,że życie zamknęło za nią jeden rozdział,a otworzyło drugi.Jeszcze nie znany i obcy.. 

Sama Ania to już nie tylko studentka,ale także młda kobieta,w życiu której niepostrzeżenie,nieśmiało i lękliwie kwiat miłości rozchyla swe płatki. Sama właścicielka,owego kwiatu który w sobie nosi, nie jest zachwycona, ani tym bardziej przygotowana, na działania ze strony serca,jak i losu. A tym bardziej,ze strony samych adoratorów
Na brak wielbicieli,jak i samych adoratorów Ania nie może narzekać. Propozycje małżeństwa sypią się jak z rękawa.Natomiast sama Ania szuka uczucia bardzo daleko,a tym czasem miłość jest bardzo blisko,na wyciągnięcie ręki.Zaś samo jej serduszko, początkowo zdaje się kocha Roberta,ale tak naprawdę bije i rwie się w stronę: Tej Jedynej Miłości z Lat Dziecięcych...Gilberta. 

Jak dla mnie, części Ani,pisane ręką L.M.Mongomery są magiczne i ponadczasowe.Czytając je człowiek przenosi się w świat klimatyczny,ciepły i ciekawy, z  którego wcale nie chce s
odchodzić...W tej części, śledziłam losy, młodej studentki,a przede wszystkim kobiety,która usiłuje na drodze życia, odnaleźć swe przeznaczenie,które pomimo dalekich poszukiwań,jest bardzo blisko.Przeznaczenie,które nie traci nadziei,po cichutku,cierpliwie,kocha i czeka...  

 „-Niestety, Aniu, będziesz musiała na mnie jeszcze długo czekać - rzekł Gilbert ze smutkiem. -Dopiero za trzy lata skończę medycynę, a wątpię, czy i potem będę mógł cię obsypać klejnotami i czy będziemy mogli zamieszkać w marmurowym pałacu. Ania zaśmiała się serdecznie. - Nie pragnę brylantów ani marmurowych pałaców, pragnę mieć Ciebie i tylko Ciebie.”

                                                      { Missy }