28.06.2013

Letni smutek....


Niby lato,upragnione przez dzieci wakacje się rozpoczęły,niby cieszyć się trzeba...
Za oknem szaro,pochmurno,a w sercu smutek...
Po czterech miesiącach przepracowanych,sumiennie, z chęcią, jaki i wielkim zapałem,  w pracy długo wyczekanej,wyszukanej i wystaranej , dziś rano dostałam wypowiedzenie...
PRZYKRO:-( I nawet czytać się nie chce... ;-(

21.06.2013

Delikatna i krucha,jak figurka z saskiej porcelany...


    
  

Wydawnictwo: Łódzki Instytut Wydawniczy. 
Wydanie:Łódź 1917r. 
Oprawa: Twarda płócienna. 
Ilość stron: 338. 

Dziś na staruszkę przyszedł czas.Tak, dawno nic nie było,więc tym bardziej z wielką radością Wam prezentuję zacną damę.Dama, dostojna i wiekowa,bo aż 1917r.Kiedy ją zobaczyłam oczy się zaświeciły i wiedziałam,że moją być musi.Mało tego, bo jak zobaczyłam,że jest opatrzona romantycznym podpisem poprzedniej właścicielki...Ech,a poprzednia właścicielka to Liliana Arendtówna.Prawda,że piękne imię???I tak zamarzyłam sobie z tego wszystkiego o piórze kulkowym:-)

A więc dziś dość,że klasyka wielkiego formatu,to jeszcze staruszeczka w wydaniu vintage.I tylko wstyd się przyznać,bo to dopiero moja druga książka Dickensa.W szkole poznana Opowieść wigilijna,no i bohaterka dzisiejszego postu.Ale nic to,bo postanowiłam zagłębić się w twórczość autora, i poznać bardziej i więcej jego powieści.Oczywiście, nie wszystko na raz tylko powoli,etapami i w odpowiednim czasie,bo jego proza jest klimatyczna,nastrojowa i piękna....Stary Londyn,dorożki...ech;-)

Tak więc dziś o Małej Dorrit Dickensa.Która ni mniej ni więcej,tak jak w tytule posta kojarzy mi się z małą, porcelanową,delikatną figurką z porcelany.Z pozoru małe, wątłe, i kruche dziewczątko o rubinowych usteczkach, i smutnym wnikliwym spojrzeniu.To mała istota o wielkim sercu, która dzwiga wszystkie troski i niepowodzenia,swej chwiejnej,nieodpowiedzialnej rodziny.Kiedy czytając,patrzyłam na rodzinę Dorrit, przyszły na myśl słowa,Kabaretu Starszych Panów: "Rodzina ech rodzina..." Choć czas i epoka powieści zgoła inna to jednak, jak najbardziej adekwatna.

Przyglądając się, każdemu z członków rodziny,nie bardzo wiedziałam, na czyj karb złożyć jej stan sytuacyjny i bytowy.Oraz to,że wszyscy Oni są mieszkańcami Więzienia Marszałkowskiego.Miejsce to,jak każde więzienie odgrodzone jest murem od miasta.Zamieszkują je rodziny ubogie,które są dłużnikami wobec miasta.
Nie wiedziałam,czy ubóstwo w jakim żyje Mała Dorrit to wina, owdowiałego,starego i zdziecinniałego ojca,przygniecionego życiem?Dobrotliwego,lecz nieco opóźnionego w swym zachowaniu wuja? Próżnego i aroganckiego brata? I w końcu zarozumiałej, i lekko podchodzącej do życia,acz bardzo pięknej siostry Fanny.
A po środku tego,Amy- dziewczynka z "porcelany",która pomimo nędzy i wachlarzu codziennych trosk,stara się scalać i jednoczyć rodzinę.A także chronić ją od głodowej śmierci.
Ona sama jest matką,swemu starszemu rodzeństwu,ojcu, i wujowi.Mała postać,lecz wielkie serce, i mądra głowa rodziny Dorrit.Młoda panienka,która sama jeszcze potrzebuje matczynej troski i opieki.Jej pracowite rączki,z kawałka sukna czarują cuda,a oczy zasnute troską dnia codziennego i biedą,każdego dnia starają się dostrzec gdzieś tlącą iskierkę,na lepsze jutro.Każdego dnia bowiem,stara się wlać w swe serduszko odrobinę nadziei.Nadziei i otuchy,którą raczy także pozostałe rodziny mieszkające w więzieniu.

I oto niepostrzeżenie,pewnego dnia tą iskrą stanie się pan Artur Clemman.Syn chlebodawczyni małej Amy.Mężczyzna,który sam nigdy nie zaznał, matczynej miłości i szczęścia rodzinnego.Ze wszech miar chce pomóc Amy, i wyrwać ją z przytłaczającego,i nędznego miejsca.Traktuje ją jak mała dziewczynkę,Swą Maleńką Dorrit,która zniosła już tyle trosk w życiu,że niejeden mężczyzna,by się załamał.Natomiast, swe uczucia nieśmiało lokuje,w innej pięknej niewieście,lecz jak to w powieściach bywa...Kto szuka daleko i daremno,ten nie wie,że skarb zazwyczaj jest blisko.

A jak wiadomo, przykre początki mają miły koniec.Poza samą historią Małej Dorrit,urzekło mnie także to zdanie; Zaczynaj wcześnie wykonaj dobrze!.

                                                            { Missy } 
Ps Co oczywiście,nie tyczy się tego posta,który pisany był baaaaaaarrrrrrrrrdzo długo.A wszystko przez to gorąco - książki się czytają,a z pisaniem gorzej;-) Ba,ale to już LATO radośniej serce bije...
                                   

10.06.2013

Młodość w wojnę opleciona...

Wydawnictwo: Znak. 
Wydanie: Kraków 2011r. 
Oprawa: Twarda Lakierowana
Ilość stron: 335. 

Pamiętam,kiedy usłyszałam wzmiankę o tej książce,a później zobaczyłam okładkę  i jej piękne zdjęcie,które bardzo mnie zachwyciło-już wiedziałam, cała ja i każda część mnie,że muszę ją mieć,przeczytać...Długo to trwało nim doszła do mych rąk,ale warto było,a dlaczego? Przeczytajcie;-) 

Cóż zrobić kiedy wojna,to straszne zjawisko wdziera się w młode,dziewczęce, życiorysy?Kiedy nierzadko, one same właśnie w tym momencie, stoją na rozstaju swych życiowych dróg.Gdzie przychodzi im pożegnać,słodką krainę dzieciństwa,a powitać jakże niepewną,lecz ciekawą dorosłość.
Do tych czynów, zmusza ich nie kto inny,jak owa "czarna dama"Wojenka.Wplatając się w ich życie i losy,kładąc na nich swoje jarzmo.
Odpiera jeszcze dzieciństwo,lub wczesny kwiat niewinnej ich młodości,rozdziela na długie lata z rodziną,domem,dotychczasowym życiem.Dając w zamian: broń,konspiracyjne meldunki do przeniesienia,strach,brud,głód i łzy.

Twarde warunki stawia wojna,więc czemuż to Dziewczyny R.Modelskiego,oddają się jej bez reszty? A wszystko to,by spojrzeć w oczy wojnie,bo ich gorące, i odważne serca, pragną ocalić swe rodziny, i kraj od zagłady i zapomnienia.
Swą energią i hartem ducha,starają się wpleść w tę codzienną,wojenną zawieruchę choć cząstkę normalnego życia-życia z przed wojny.Niejednokrotnie w jednej sukience przez całą wojnę starają się wyglądać czysto i schludnie,czarując przy tym Niemca lub Rosjanina, Wroga-uciekając przy tym do różnych intryg i sposobów, by go obłaskawić,a za plecami pozwolić uciec i ocaleć przyjacielowi lub rodzinie.Zamiast nauki, jak robić makijaż,uczą się jak używać broni,z każdym dniem swojej nowej tożsamości,a także perfekcyjnie kłamać i znosić katorżnicze baty,znęcanie fizyczne i psychiczne,a wszystko to dla Ojczyzny.

Kiedy czytałam książkę, Rafała Modelskiego często w mym oku zakręciła się łza,bo każda z tych bohaterek to jeszcze młode,niewinne dziewczątko...Pojawił się także, nieukrywany podziw i chwila zastanowienia,czy my młode dziewczyny, naszego pokolenia byłybyśmy tak zdeterminowane,odważne i pełne nadziei???I czy, potrafiłybyśmy tyle zrobić dla kraju?

Na całą książkę składa się 11 losów młodych dziewcząt w obliczu wojny.Każda z nich jest inna,ma inny kolor włosów,oczu inny charakter.Natomiast, łączy je młodość,czas w którym przyszło im żyć, i w duszy jedno marzenie...Że kiedyś, na horyzoncie tych trudnych dni, dostrzegą swój wolny kraj-Polskę,a w niej spokój własny i swych rodzin. 

                                                            { Missy }