25.07.2013

Tam gdzie zło i dobro być musi...


Wydawnictwo: Literackie. 
Wydanie: Kraków 2004r. 
Oprawa: Twarda lakierowana
Ilość stron: 312. 

Pewnego dnia nieopodal podwórka małej Ewy, zaczynają się dziać rzeczy  dziwne,a wręcz niespotykane.Na niebie coś się kotłuje,miesza,mieni kolorem czarnym,który z jednej strony przeraża,gdy się na niego patrzy,a z drugiej wręcz hipnotyzuje.Biały zaś jest tak olśniewająco piękny,że aż wpada w złotą poświatę.Po tej zjawiskowej, kotłującej walce nie wiadomo przez kogo spada deszcz białych dużych piór.To także zjawisko niecodzienne dla małej 5-letniej dziewczynki.Po chwili dostrzega ona,że to nie walka ptaków,lecz prawdziwych zarówno zachwycających jak i przerażających aniołów.Aniołów czarnych i białych,które toczą ze sobą niewyobrażalną walkę na śmierć i życie...

O zaobserwowanym zjawisku dziewczynka chce opowiedzieć rodzicom,lecz wiecznie zajęci,nie mający dla niej czasu rodzice,nie dają się odciągnąć od swoich zajęć i pasji,a tym bardziej nie dają wiary jej opowieści odpowiadając,że to na pewno orły lub kruki,a całe zajście traktują, jak wybujałą,wyobraźnie pięcioletniego dziecka.Mała Ewa bardzo żałuje,że w tak ważnym momencie nie ma przy niej jej ukochanej babci,która jest ostoją i wsparciem wnuczki,która mieszka ulicę dalej- ona napewno zrozumiałaby swoją Ewunię.

W momencie,kiedy Ewa widziała w górze deszcz piór,na niebie toczyła się walka dobra ze złem,a w tej walce brał udział nie kto inny,lecz jej sam Anioł stróż.Niestety tym razem zło zwycięża,a osobisty anioł stróż pozbawiony w nierównej walce swoich skrzydeł - runął z  impetem na ziemię.
Dwóch anielskich braci dobry Ave i zły Vea, a pośrodku nich mała Ewa.Od tego dnia losy tej trójki będą ze sobą silnie związane. 
"...albowiem dobro rozpoznajemy natychmiast,żeby zaś rozpoznać Zło, musimy uruchomić rozum.I w tym sensie Zło jest niezbędne."

Od tego dnia w rodzinie Ewy nic nie jest pozornie już takie jak było kiedyś.Rośnie z dziewczynki staje się nastolatką,a w jej organizmie rozwija się groźna choroba - białaczka.Jak wytłumaczyć racjonalnie myślącemu naukowcowi,Janowi-ojcu dziewczyny,i wiecznie zajętej matce artystce,że pomóć moze tyko anioł stróż,który spadł z nieba,a schował się pod postacią bezdomnego mieszkającego w starej ruderze na skraju osiedla???
 
Co zrobią rodzice,babcia i Ewa?Przecież aniołowie są po to by opiekować się ludźmi,swymi podopiecznymi,a nie spadać z nieba i kłaść na karb tak młodej osoby chorobę i cierpienie???Nie takiego życie chcieli przecież rodzice dla swej córki. "Od rozumu człowieka i instynktu Anioła zależy najlepszy wybór."

Czytając tę książkę, wiele razy przyszło i mnie się zastanawiać co bym zrobiła, gdyby to mój Anioł miast fruwać po niebie, i dzierżyć opikę nad moim losem został strącony przez złego brata....
Zabrałabym do domu,poczęstowała herbatą, i ciastkami- o ile anioły to jedzą, zakładam,że mój Anioł tak,bo jeśli ja lubię to ON także, i zrobilibyśmy sobie długie Polaków rozmowy...

Zapewne zapytałabym,dlaczego taki los,a nie inny intuicja podpowiada mi, że odpowiedziałby "Ciesz się kobieto z takiego życia,a nie gorszego, choć łatwe i słodkie ono nie jest...".

To jak się potoczyły losy bohaterów celowo nie zdradzam.Przeczytajcie sami,bo książka piękna,wręcz baśniowa,dla dużych i małych.Traktująca o rzeczach ważnych.Ja tylko żałuję,że nie czytałam jej w Boże Narodzenie koło blasku choinki,bo idealnie wpisałaby się w klimat.
Nie wiem jak wy ale ja mam książki,które odpowiednio czyta mi się z porami roku,bądź zaistniałymi okolicznościami. ;-)  
    

                         { Missy }

16.07.2013

Kilim z opowieści tkany...

Wydawnictwo: W.A.B. 
Wydanie II: Warszawa 2007r.  
Oprawa: miękka. 
Ilość stron: 403.

Tak to już jest zemną i pisaniem postów,że książka dawno przeczytana, a post musi odleżeć swoje, nabrać chyba mocy urzędowej.Choć wiem z doświadczenia,że łatwiej pisać na świeżo,kiedy książka tkwi we mnie i budzi żywe emocje swoją treścią.A książka,którą przeczytałam na samo jej wspomnienie pojawia się uśmiech na twarzy i nutka żalu,że to już koniec. 

Kiedy patrzę na jej okładkę,mam ochotę zaśpiewać za K.Krawczykiem"W starym albumie mojego dziadka jest takie zdjęcie istny cud..." Chodź nie o dziadka tu chodzi,lecz on także jest pradziadek Brokl. Tak naprawdę cała opowieść zaczyna się od babci,bo to ona dzierży berło i wiedzie prym w tej opowieści. Jesteście gotowi? Jeśli chcecie to przeczytajcie;-) Bo oto powstała piękna powieść utkana z opowieści babci,a opisana z wielkim kunsztem literacki i trafnymi spostrzeżeniami przez wnuczka.W skutek czego powstała piękna saga rodzinna.

I tak oto rodzi się cudowne dziecko tak piękne jak lala-Lala Bieniecka.Dziewczynka od najmłodzych lat zadziwia wszystkich inteligencją i bystrością umysłu.Panienka ze dwora,która bawi się z chłopskimi dziećmi pomimo swej pozycji,a wynikało to z tego,że sama łatwego dzieciństwa nie miała.Wychowywana przez ojca i ciotki,gdyż chorowita matka spędzała całe dnie w szpitalu,a okrutna śmierć pozbawiła jej jedynej towarzyszki dziecięcych zabaw siostry.To,że życie nie jest usłane różami wiedziała także i ona,lecz życie nie pozbawiło ją chartu ducha polotu i splendoru oraz tej iskry w oku jaką miała tylko ona panienka ze dwora.Bywało,że jej samej nie raz ani dwa brakowało,ale kiedy trzeba  było w słusznej sprawie,i z właściwym chartem ducha stawała po stronie chłopa i bratała się z nim rozdając na wozie pełnym mąki jej przydziały dla każdego chłopa na chleb. 

Za sprawą babci i jej opowiadań widzimy stary,piękny Dwór w Lisowie, porcelanę z historią,rozliczne napady grabieże,barwne przyjęcia.Nie brakuje też jak to w życiu opowieści z serii straszno i śmieszno,bo jest i piorun kulisty w dzień wielkiego przyjęcia,który powykręcał słynną zastawę w spiralki,jest krowa,koń Maciej i świnki zamiast samych gości przy stole w sałatkach...Jest i służąca z gracją zapraszająca gości do stołu: "Choć ta zryć,bo tamta druga dali";-)  Jest i ksiądz proboszcz,co bynajmniej nie słynie z dobrych kazań,lecz wymownego miłosierdzia względem parafianek,wskutek czego chłopi przedstawiając dzieci mówią:"Te tsy som moje,a te dwa ksiundza";-)  
  
Życie babci to nie tylko dwór,ale także barwne i bogate życie w mieście u boku męża,a nawet dwóch;-) 
Rzekłabym,że życie artystyczne,bo pracowała w radio.Dzięki czemu możemy przeczytać wzmiankę o Gombrowiczu,Gałczyński,a w owych opowieściach pojawi się także i rodowity chińczyk,co w owych czasach było znamienite,"bo dziwienie się wciąż od nowa jest radością mędrców."

Książka Lala to nie tylko piękna opowieść o pięknym dworze i jeszcze piękniejszej dziewczynie pochodzącej z niego.To z opowieści babci pięknie złożona mozaika przez wnuczka J.Dehnela.Mozaika rodzinnych opowieści,jak sam pisze nic nie jest takie jak zawsze i nic nie będzie.Babcia zawsze nie będzie taka sama,bo do szeregu jej wspomnień zaczynają się wkradać białe plamy niepamięci,a on chce zachować wspomnienia nienaruszone przez chorobę. 

Ta powieść ukazuje jakże piękne relacje między babcią,a wnuczkiem,między tym co było,a co jest.Dwoje bliskich sobie ludzi usiłuje zatrzymać czas- ten beztroski i piękny dla autora,gdzie babcia uczy jak piękne jest życie,czyta bajki, mity i grubo smaruje chleb powidłami,a nade wszystko jest zdrową i dziarską osobą.I czas babci ten teraz i tu,gdzie przyszło się z mierzyć z chorobą i pampersami. Jak pisze autor babcia będzie w każdym miejscu i pamiątce zawsze przy nim,lecz jego powinnością jako wnuczka jest ocalić wspomnienia babci od zapomnienia.

Kiedy czytałam Lalę, za każdym razem gdy ją odkładałam nie mogłam nacieszyć się,że ją czytam i mam,a na usta wędrowały słowa"jaka piękna książka"Książka przy której i łza się w oku zakręci,a i wybuchnąć można śmiechem.Autentycznie.I tylko żal mi,że nie umiem pisać tak pięknie o książkach jak inni,by oddać wam jej czar i klimat.Powiem tylko,że to książka z gatunku tych, z którymi szkoda się rozstać i do których się wraca.Mnie tylko brakowało starych fotografii w kolorze sepii,które dopełniłyby całości jak wisienka na torcie.Styl pisania J.Dehnela też bardzo przypadł mi do gustu.
  Do tego stopnia,że pozwolę sobie na fragment,adekwatny do pory i chwili:

  "W wysokie wieczory lata,kiedy niebo zachodziło nad polaną za płotem, miękko płożąc się po głowach lasu i rosa już,już spaść miała na ciemnozieloną trawę, trawę soczystą i pewną swej czerniejącej zieleni, posłusznie znosiłem do domu leżak babci, stolik, pojemniki kredek- wtedy znajdowałem czas na myślenie,przez cały dzień bowiem czas wydawał mi się niewystarczający, zapięty o jeden guzik za wcześnie.Wtedy, w ciepłym świetle lamp ( osłoniętych abażurami z odwróconych słomianych koszyków)myślałem o wspaniałościach świata całego; a kiedy kładłem się spać, z głową ciężką od budzącego się snu, już tęskniłem do następnego dnia.Bo wiedziałem, że będzie dniem cudownym."

                   I dodam tyko od siebie,że w towarzystwie takiej  babci na pewno;-)

                                                           { Missy }

11.07.2013

Yesterday's Birthday...

Jak co roku mówię,że urodzin nie obchodzę,bo nie za bardzo przepadam,bo wiosen przybywa,a i czas przecieka między palcami.Człowiek ogląda się za siebie i ma świadomość,że czasu cofnąć nie może...I tak ja swoje,a świat i rodzinka swoje;-) Tak rano przywitało mnie Google,nie powiem Miło i słodko,czyli to co tygrysy lubią najbardziej;-)


  A żeby było jeszcze słodziej to rodzinka dopełniła swego dzieła,a jakże....Hmmm było pysznie;-) 
 
                                                    Prezentowo także było,no przecież.Pachnięcie,jak ja to mówię klasa  na wysokich obcasach;-p
Kwintesencja kobiecości w ekskluzywnym wydaniu.Zapach dla Pań "biznes Woman" w wielkich biurowcach,a nie dla mola książkowego
w Domowych Pantoflach;-)


     
Tak się prezentowo porobiło,że domowe SPA na
owocową nutę się utworzyło.Tak owoce w smaku zapachu i kosmetykach to ja jestem na 3xTAK;-)
I jeszcze dostałam prezent najbliższy memu sercu PIĘKNĄ LAURKĘ od Chrześniaka, ale w mym wieku to już skleroza i zapomniałam uwiecznić.
Książkowo niestety nie było,bo stwierdziła rodzinka,że jest ich w nadmiarze i tak sama sobie kupie buuuuuuuuu;-)


Było miło,się skończyło tylko wiosen mi przybyło;-?


                            { Missy }





01.07.2013

Nigdy nie jest się biednym,jeśli ma się coś do kochania...

Zdjęcie pochodzi ze strony Lubimy Czytać. 
Oprawa: miękka. 
Wydanie: Warszawa 1988r. 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia. 
Ilość stron: 222. 

 Smutki smutkami,łzy w oczach żal w sercu,ale czymś zająć się trzeba...Więc dziś zaległa recenzja, o najbardziej optymistycznej dziewczynie w literaturze.Tak śmiem twierdzić.Chyba się ze mną zgodzicie?  

Kto,jak kto,ale sama Ania na brak miłości narzekać nie może.Miłosne, i płomienne listy fruwają między nią,a Gilbertem,jak rajskie motyle.Z taka intensywnością,że kiedy otworzyłam książkę,ja jako czytelnik poczułam się DZIWNIE...Jakbym wkroczyła nieproszona w coś,co dziać się tylko może między dwojgiem kochających się młodych ludzi.Natomiast,podczas czytania zadawałm sobie pytanie niemal,jak mała Elżbieta...Czy to już zdarzyło się JUTRO???I ja o niczym nie wiem??
Pomimo tego,że zdaję sobie sprawę,że Ania i Gilbert są parą,że Nasza Bohaterka to już dorosła kobieta,to tak jakoś zabrakło mi Tego Czegoś ze Starej Dobrej Ani,którą Wszyscy Znamy i Tak Lubimy...Przez krótką chwilę wydała mi się obcą zakochaną kobietą,a książka jakaś dziwna- oderwana od całości. 

Niemniej jednak, po paru stronach wróciło to ciepłe uczucie podczas czytania,bo zrozumiałam,że JUTRO wszystko zdarzyć się morze,że pomimo zewnętrznej dorosłości w Ani na zawsze pozostanie w głębi duszy,i serca dziecko,które nosi w sobie wielkie pokłady miłości,radości,dziecięcej wiary i zachwytu nad pięknem tego świata i drugiego człowieka.A dzieje się tak dlatego,że szumna,poważna i wielka DOROSŁOŚĆ nie przesłoniła sobą dziecięcego zachwytu w duszy Ani,tak jak u większości mieszkańców Szumiących Topoli. 

Mało tego,Nasza Bohaterka prócz wielkiego, dobrego,przepełnionego miłością serca,prócz kasztanowatych włosów posiada niezmierzone pokłady zaufania,nadziei,sprytu i cierpliwości. 
Potrafi znaleźć sposób,by ustawić do pionu Wielki Klan Pringlów,ba sprawić by ją pokochał.Zjednać sobie serce zgorzkniałej panny Julianny-przypomnieć jej, jak żyć i mimo wielkiej samotności odsłonić przednią piękno tego świata,by mogła sobie przypomnieć...Jak żyć. 
Dla Niej, to także mały drobiazg ,by uleczyć serce i boleść duszy.Zjednoczyc i polaczyc zakochane pary.A dlatego,ze rozpiera ja energia i miłość oraz to, ze nigdy długo nie żywi do nikogo urazy, złości i nienawiści.''Ktoś powiedział nienawiść to po prostu miłość, która zbłądziła z drogi''.

Wie to także,kiedy spotyka mala Elżbietę o wielkich i ufnych oczach,z która łączy ja nieszczęśliwe dzieciństwo,ale jakże Wielkie i Piękne Jutro.  
  

                                                                Missy