24.09.2013

Dziś o "dziurach książkowych"...

Dziś miały być kolejne wrażenia z przeczytanej książki,ale jakoś mi tak nie śpieszno po wczorajszym- zdjęciu Gigancie.Basiu dzięki za info;-). Laptop fiksuje na całego i słuchać się nie chce,nie wiem może go męczy "katar wirusowy",a mnie jesienny;-P

Dziś o "dziurach książkowych",tak dosyć mocno mnie "wcholerwijających". Nigdy nie było tajemnicą,że kupuję książki na rozlicznych wyprzedażach,bądź z drugiej ręki.Tak to jest jak żmija siedzi w sukurs z wężem w mym portfelu,a więcej się nie pracuje niż pracuje;-( Więc luki się nie chcą wypełnić i sprawa wygląda tak:

1.Tom 2i 3 trylogii P.Simons "Jeździec Miedziany"- Kupiłam,bo okazja niebagatelna była,a przeczytać zawsze baaardzo chciałam.I tak bidulki czekają na "swą starszą siostrę i me zmiłuj".
2.Oczywiście "W Kanałach Lwowa"- w tej lekturze niedoczas mam totalny,bo jak pomyślę,że chyba już wszyscy czytali "Dziewczynkę w zielonym sweterku" i tylko Ja chyba nie,to mnie aż zwija w środku;-(.
3."Sklepik z niespodzianką"- jak dotąd moja pierwsza i jedyna książka P.Michalak.A gdzie Bogusia i Lidka,kiedy pomyślę,jak pojawiają się książki tej autorki z prędkością światła,to popadam w rozpacz i stwierdzenie,że nigdy nie nadrobię,bo Marzę o Wszystkich Książkach Naszej Autorki;-/

Może mając ten post na blogu zdopinguje się "kupując łatki" i zaklejając dziury w biblioteczce,a może spadnie los szczęścia i wygram big kasę na big książki.Oj tam tak sobie słodzę,bo jesień się nie spisała i plącze deszczem już drugi dzień,a ja pytam gdzie ta Nasza Złota Polska? Na którą tak czekam;-) 

Ps.Gdyby coś ze zdjęciem było nie tak będę wdzięczna za info.

                                                                             { Missy }

23.09.2013

W sidłach toksycznej miłości...



Wydawnictwo: Oramus. 
Wydanie: Warszawa 2005r. 
Oprawa: Miękka, broszurowa. 
Ilość stron: 464. 

Nicholas Sparks, to jeden z moich ulubionych,amerykańskich pisarzy.Kilka jego książek już za mną,a jeszcze więcej przede mną- na szczęście;-) Natomiast, ta książka czekała na mnie baaardzo długo I gdyby nie czytanie w ramach pewnego wyzwania, pewnie czekałaby jeszcze.A to za sprawą tego,że w książce pojawiają się  elementy thrillera...A ja nie lubię, być trzymana w napięciu i się bać.Doszły do tego jeszcze opinie mamy i siostry,a to także zaważyło mocno...

Miłość- uczucie wszystkim Nam znane.Pojawia się szybko, z prędkością światła- nie spodziewanie,jak strzała amora.Bądź rodzi się długo,ostrożnie i powoli.Cel do którego dążymy wszyscy,starsi czy też młodsi,bez którego świat by nie istniał.Uczucie na którego myśl nasze serce zaczyna bić mocniej,w brzuchu pojawiają się motyle,a los przywdziewa nam na oczy różowe okulary... Miłość- ta która jest,była lub będzie,lub ta o którą walczymy, za którą tęsknimy,bądź marzymy, lub ta którą bezpowrotnie utraciliśmy...

Przed takim samym dylematem staje Julie,tytułowa bohaterka powieści N.Sparksa " Anioł Stróż".
Zostaje wdową w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat.Jej mąż Jim po długiej chorobie- rak mózgu odchodzi na drugą stronę tęczy.Zostawiając Swoją Julie samą - tę która nigdy nie miała łatwo.Ciągłe zmiany szkoły,mieszkanie w przyczepie campingowej,nadużywająca alkoholu matka,a każdego ranka w ich kuchni witający ją nowy Przyjaciel Mamy. To dzięki Jimowi dowiedziała się co to dom i prawdziwa rodzina,niestety nie na długo,bo los chciał inaczej odbierając jej wymarzonego mężczyznę.

Jednak troskliwy Jim nie zostawił jej do końca samej...W Bożonarodzeniowy poranek znajduje list, w którym mąż obiecuje że zawsze będzie jej aniołem stróżem.Do listu dołączone jest pudło w którym znajduje się brzydki,smutny piesek co jest adekwatne do nastroju Julie,a co gorsza do najmniejszych ten piesek nie należy. Jest także jeszcze Mike- wieloletni przyjaciel Jima,który jest jak koło ratunkowe, jesienny płaszcz na ochłodę...i zawsze na wyciągnięcie ręki.

Kiedy ból po stracie Jima przygasa, Julie jest gotowa,by stawić czoła już i tak za długo trwającej samotności. Oczywiście zawsze przy boku z jakże nie znośnym,ale bardzo kochanym psiskiem- Śpiewakiem. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się Richard, co jest wielce zaskakujące,że w tak małym i sennym miasteczku może pojawić się tego pokroju mężczyzna. Przystojny, zniewalający uśmiechem,szarmancki,opalony-wpadł do zakładu Julie,by się ostrzyc i nie dać za wygraną, umówić się z piękną fryzjerką JEGO Julie. Początkowo ma opory,lecz po namowie otoczenia zgadza się na randkę.Na której czeka ją cala feeria barw i atrakcji o jakich kobieta może tylko marzyć: teatr,lot balonem,romantyczny piknik na plaży...Czy można chcieć czegoś więcej?

Natomiast w biednym Miku wrze się i gotuje,jak ten wypacykowany goguś mógł zabrać mu Jego Julie? Przy której był zawsze, nawet w dniu ślubu,kiedy to był świadkiem,w której kochał się niemal od zawsze,a po śmierci przyjaciela- chronił tę kruchą,wątłą kobietę i obdarzył uczuciem ze zdwojoną siłą...Uczucia którego Ona nie chciała,bądź nie umiała zaakceptować.Tak sądził,bo cóż jej mógł dać ON stary dobry przyjaciel od robienia żartów, pocieszania i ocierania łez...Co zrobi gdy Julie wybierze innego???

Początkowo nie dopuszcza myśli,że ona i Mike mogli by być razem...Bo to przecież Ten Stary Dobry Mike.Ale po wszystkich wyszukanych atrakcjach przez Richarda doszła do wniosku,że mimo dobrych chęci nie czuje się w tym przepychu dobrze.Ona skromna osoba,której bywało,że ulica to dom.
Po chwilach spędzonych z przystojnym,a coraz bardziej przerażającym ją Richardem,Julie dostrzega w Miku- mężczyznę,który zbudził jej serce do życia.I który zawsze będzie nicią łączącą ją z Jimem,bo przecież oboje wspominają go i utwierdzają w przekonaniu,że na pewno kibicuje rodzącemu się między nimi uczuciu.

I tu zaczynają się schody,bo im bliżej tym dwojgu do siebie,tym bardziej Richard pała nieodwzajemnioną miłością. Posuwając się do czynów jakich tylko może człowiek opętany obsesyjną i szaleńczą miłością, a do tego niezrównoważony psychicznie.

Jak wspomniałam wyżej,było momentami strasznie,intrygująco i zaskakująco.Z jednej strony dobrze,bo mój ulubiony pisarz się rozwija i "manewruje piórem próbując czegoś nowego." Z drugiej zaś jeśli nie przepadacie za thrillerami i ich wątkami w powieści,to i tak warto choćby dla wątku romantycznego,lub aby utwierdzić się jeszcze raz w przekonaniu,że zwierzęta rozumieją więcej niż nam zazwyczaj się wydaje.

 
                                                                     { Missy }



11.09.2013

Konkurs z Repliką,w którym spróbuję wziąć udział...

Dziewczyny z Danbury_button.jpg



ŚWIATOWY BESTSELLER!

Setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy, miliony oglądających serial – teraz historia Piper porwie także Ciebie!
Przekrocz próg więzienia dla kobiet...

Piper Kerman jeszcze do niedawna miała fantastyczne mieszkanie, kochającego faceta i obiecującą karierę przed sobą. Kiedy agenci federalni zapukali do jej drzwi z aktem oskarżenia, ledwo przypominała tę lekkomyślną, młodą kobietę, którą była tuż po ukończeniu Smith College.

Teraz jednak musi rozliczyć się z konsekwencjami swojego krótkiego, beztroskiego flirtu z handlem narkotykami i trafia do więzienia dla kobiet w Danbury, w stanie Connecticut. Jeżeli myślała, że choć w drobnym stopniu mogła przewidzieć, co ją czeka... cóż, grubo się myliła.

Zaskakująca, kontrowersyjna, niezwykle zabawna i przede wszystkim – prawdziwa!

„Uwielbiam tę książkę, kompletnie mnie zaskoczyła! To nie tylko spojrzenie na scenę wojny z narkotykami! Nie spodziewałam się, że Piper Kerman w tak wspaniały sposób i z takim humorem opisze miłość, współczucie i realia życia kobiet w więzieniu. To zaskakujące – te nawiązywane za kratami przyjaźnie, ukazanie delikatności społecznej... To – mówiąc wprost – pięknie opowiedziana
historia o tym, jak niewiarygodne mogą być kobiety. Nigdy jej nie zapomnę”.

– Elizabeth Gilbert, autorka Jedz, módl się, kochaj.

Na podstawie książki powstał popularny serial produkcji Netflix, który już po pierwszym sezonie podbił serca milionów widzów!


Trailer filmu:

09.09.2013

Na herbatce u Pani Blythe...

Wspaniale było gościć z wizytą w Czterech Wiatrach.Gdzie morza szum i ptaków śpiew,a opowieściom
 nie było końca.

W tej magicznej krainie stoi domek,wokół niego wzburzone morze,a wewnątrz morze prawdziwej,czystej miłości.Miłości tej spełnionej,szczęśliwej,a u innych skrytej i wyśnionej.Miłości,która w nielicznych przypadkach jest także tą nieszczęśliwą- porwaną przez czarną,morską otchłań smutku i rozpaczy.

Taki mały domek,a mieści w sobie tyle odcieni miłości...a w nim Urocza,Młoda Gospodyni,a przede wszystkim żona swego męża-Zacnego Pana Doktora.
On leczy zbolałe ciała,a Ona mocno bijącym sercom,rozgorączkowanym umysłom od nadmiaru miłości dodaje otuchy. Młode małżeństwo,które los już zdążył wystawić na ciężką próbę,ale ból straty pokonali wieczną pamięcią i wielką i niezłomną Tarczą Swej Miłości.

Kiedy czytałam "Wymarzony dom Ani", niemal namacalnie czułam wesoło buzujący ogień na kominku w Czterech Wiatrach.Siedząc wygodnie w swoim fotelu,z zapartym tchem śledziłam opowieści Kapitana.Z podziwem przyglądałam się rodzącemu uczuciu,między piękną Kornelią, przystojnym Pisarzem.

I mogłabym tak ciągle i bez końca,bo wszystko to co związane z Anią ma swój czar i klimat.Zaś do pełni szczęścia brakowało mi tylko,tak na wyciągnięcie ręki poziomowych ciasteczek,tak lubianych przez doktora Gilberta.

                                                                  { Missy }

02.09.2013

Na pożegnanie wakacji...

Wydawnictwo: Prószyński i Ska. 
Wydanie: Warszawa 2011r. 
Ilość stron: 280. 
Oprawa: miękka. 

Życie pod górę się pnie,dlatego tak mało mnie na blogu...Kłopoty któż ich niema,a jeszcze taki pechowiec,jak ja...Ale się nie poddaje i wracam z książką,by pożegnać pięknie wakacje...Choć mam nadzieje,że jeszcze nie lato,bo u mnie dziś pogoda iście jesienna,a i powiedzenie,że wrzesień to już jesień idealnie się wpisuje...Czyżby to już czas pysznej owocowej herbaty,koca i dłuuugich jesiennych lektur??? Ale dziś jeszcze w klimacie lata,bo...

Kiedy sięgnęłam po książkę S.K.Lynch "Za oknem cukierni" jej główna bohaterka nie od razu przypadła mi do gustu.Musiałyśmy się lepiej poznać i odkryć przed sobą karty,jakie stawia życie. Bo co może być ciekawego kiedy Lily,bo o niej tu mowa na pierwszy rzut oka wydała mi się iście Perfekcyjną Panią domu??? Mało tego Perfekcyjny dom,ba ukochana praca po której szczeblach kariery pnie się z szybkością błyskawicy,idealna figura o idealnej talii 36, mega przystojny mąż o niebieskich oczach...
I to wszystko czytające My Czytelniczki nie rzadko Kury Domowe czyt.House Menadżer,które walczą z kilogramami,a rozmiar 36 posiadałyśmy wiele lat wcześniej,a małż dzierżący pilota w ręce dawno przestał przypominać księcia z bajki;-)
Przyznam,że powiało lekką nudą,bo przecież wszyscy wiemy,że życie dalekie jest od ideału,a ważne są w nim tylko chwile...I nie żebym życzyła bohaterom książkowym,jak i ludziom źle,ale bałam się tego "węża ukrytego w szafie". Czytałam zagryzając dolną wargę...;-)

Niespodziewanie, chwila taka bowiem nadchodzi,kiedy na sielankowym obrazku pojawia się pęknięcie.
To dzień w którym Lily Turner w bucie do gry w golfa swojego męża, znajduje zdjęcie jego drugiej włoskiej rodziny.Rodziny, o której ona sama nie miała żadnego pojęcia.Bolesna rana pogłębia się w sercu bohaterki, z chwilą kiedy dostrzega na zdjęciu dwójkę małych,rozkosznych dzieciaków.
Piękną,jasnowłosą dziewczynkę- tak podobną do JEJ Daniela, i małego, pulchnego, chłopczyka. Dwoje cudownych dzieci,których ona sama mieć nie może,a tak desperacko pragnie, nosić pod sercem i usłyszeć słowo Mama.A przed dwójką pięknych dzieci,ciemnowłosa Włoszka i JEJ niebieskooki mąż...

Czy może być gorzej? W jednej chwili całe jej dotychczasowe życie" rozsypało się w mak i odwróciło podszewką do góry". W jednej chwili Lily postanawia stawić czoło mężowskim intrygom.Potrafi zrozumieć,że tak samo pragnął dzieci jak i ona których nie mogli mieć,ale nie może znieść wieloletnich kłamstw i udawanej miłości.W skutek czego wyrusza do malowniczej Monteverdovy,by stawić czoło prawdzie.Po drodze zastanawiając się,czy kocha jeszcze Daniela,czy zdoła sobie ułożyć życie bez niego i dokąd to wszystko ją doprowadzi... Jednym słowem jej życie staje się twarde,jak włoskie cantucci. Czy Lily da radę i sklei życiowy obrazek,nie rozsypując się po drodze i szukając pociechy w alkoholu jak jej matka? Co może ją jeszcze spotkać...?

Na pewno, wiele malowniczych i pięknych miejsc jakie Montervedova ma w swej ofercie.Tajną Ligę Owdowiałych Cerowaczek,tylko czy one cerują tylko skarpetki,smak nie tylko potraw,ale i włoskiego uczucia...A co z Danielem..???

Przyznacie sami,że książki z włoskim klimatem i swymi pięknymi zakątkami,idealnie wpisują się w wakacyjny klimat.Tym którzy jeszcze przed urlopem polecam szczególnie.Ja rozpływałam się w opisach widoków,smakach i zapachach;-)Szkoda tylko,że jako czytelnik,a nie turysta...Bo zwiedzenie Włoch, to moje jedno z większych marzeń.A Lily polubiłam niezmiernie,bo jak każda z nas kobiet marzy i walczy o to samo prawdziwą MIŁOŚĆ;-)

                                                    {     Missy   }