28.01.2014

Full House...

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka. 
Wydanie: 2005 r . 
Oprawa: Miękka. 
Ilość stron: 422. 

                                   Książka bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka !!! 

Pomyśleć,że wyżej wymieniona leżała lata świetlne na półce i czekała na swoją kolej. Czemu, sama nie wiem??? W życiu bym nie pomyślała,że mam taki fantastyczny skarb w swej biblioteczce,który w ten zimowy czas ogrzewa serce i duszę czytelnika. Jej treść sprawia,że czytelnik czuje, jakby bohaterów znał od lat. A w miejscu,w którym toczy się akcja powieści czuje się niemal, jak w domu.To jedna z tych książek,która napełnia nadzieją,napawa optymizmem,momentami wzrusza,mało tego śmieszy i sprawia,że chce się czytać,czytać i czytać...A do lektury tylko ciepły koc i herbatka...

Dwie przyjaciółki,jedna starsza imieniem Ludwika-dla przyjaciół Lula-,druga zaś młodsza Emilka,Dzieli je wszystko wiek,wygląd,poczucie humoru,status materialny i postrzeganie świata.Łączy to co w życiu najważniejsze,prawdziwa przyjaźń,taka co w kryzysowej sytuacji natychmiast wyciąga rękę, o każdej porze dnia i nocy.I gdy właśnie nagle i  niespodziewanie sypie się życie Emilii u bogu przystojnego i bogatego chłopaka,który okazuje się być,o zgrozo!!! gangsterem...Luli dłoń zdaje się być "ziemią obiecaną".Mało tego obie przyjaciółki decydują się porzucić dotychczasowe życie-Lula-nudną pracę w muzeum,w którym pracowała ,jako kustoszka...Przyczynia się do tego,koleżeński zjazd przyjaciół Ludwiki,ze studiów do starej rot mistrzówki...

Niestety obraz tego co zapamiętali z lat studenckich, mocno wyblakł.Starego Pana rotmistrza już nie ma,spoczywa w pokoju,posiadłość chyli się ku upadkowi,z koni które były chlubą i ozdobą Rotmistrzowki,ostały się tylko dwa.A Pani Rotmistrzowa,zwana przez studencką grupę przyjaciół Babcią Stasią,ledwo wiąże koniec z końcem. Decyzja była jedna czwórka przyjaciół sprowadza się do Marysina,by ratować upadłe gospodarstwo. Pytanie tyko,czy to się może udać...???
Niektórzy z nich mają rodziny.Natomiast wszyscy są po życiowych przejściach,rozsypanych nadziejach,poranionych i niespełnionych miłościach.Ten dom ma być ich obietnicą na lepsze jutro.A do tego dołożymy jeszcze dwa konie,tudzież dwoje dzieci i dwa psy,całe morze turystów spragnionych agroturystycznych wrażeń,jak najbardziej w stylu eko,starą baronową-byłą właścicielkę posesji,która zjawia się niespodziewanie. A to wszystko otoczone wielkim morzem MIŁOŚCI,tej nie zawsze trafionej,ale chyba w końcu spełnionej i PRZYJAŹNI takiej do grobowej deski.

I tak całkiem zgrabnie,ciekawie,a czasami zabawnie,autorce wyszedł "idealny przepis" na idealną powieść;-)
Moim zdaniem Rotmistrzówka, w której tyle się dzieje mogłaby wyglądać tak :




Moje perełki z tekstu wyłowione: 
" Gdzie się tłucze i się leje, tam się dobrze dzieje."s 28. 
" Starość nie radość, śmierć nie wesele..."s 105.  

                                                                                                   {   Missy }

3 komentarze:

  1. What's up, I want to subscribe for this web site to take hottest
    updates, thus where can i do it please help.

    Look into my webpage - tandblekning

    OdpowiedzUsuń
  2. haha i tak to właśnie jest:) U mnie też leżą książki i leżą i czasami coś się zdarzy i zacznę czytać. Kwiat na okładce pomógł w podjęciu decyzji:)) Super
    Podoba mi się co napisałaś o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak pewnie,gdyby nie wyzwanie książka lezałaby i czekała na moje zmiłowanie,a ja błądziłabym po grzbietach innych,szukając sama nie wiem jakiej to kolejnej lektury.Ot takie zakręcenie;-)

    OdpowiedzUsuń