22.10.2014

Miłość w kolorze Caffe Latte...Część I...

Wydawnictwo: Akurat. 
Wydanie: Warszawa 2014r.  
Oprawa: Miękka. 
Ilość stron: 700. 

                               Książka bierze udział w wyzwaniu: Czytam literaturę amerykańską. 

Miłość uczucie tudzież zjawisko,które nigdy nie przestanie Nas zadziwiać.Bez względu na wiek,płeć,czy kolor skóry wszyscy jej pragniemy i do niej dążymy...Kiedy czekamy,śnimy lub bez ustanku o niej marzymy nie dzieje się nic.Natomiast,gdy wpadamy w wir szarej codzienności i oddajemy się sprawą codziennym,ta za sprawą gromu z jasnego nieba, wielką strzałą amora , lub pieśnią anielską dopada Nas w najmniej oczekiwanym momencie... W sklepie obuwniczym,w kolejce do dentysty, na cmentarnej alejce bądź na górskim szlaku...Swą różową szatą okrywa Nasze życie i pozostawia po sobie niezatarty ślad,by ono już nigdy nie było takie jak przedtem...   

Kiera to spokojna i miła studentka,którą kochają wszyscy.Ona sama zaś, kocha nade wszystko swojego chłopaka Denny 'ego, oraz smak i aromat kawy,napoju bez którego nie może się obejść, rozpoczynając nim każdy ze swych poranków.Bez chwili wahania, stawia wszystko na jedną kartę, i postanawia zacząć swe nowe dorosłe życie, u boku ukochanego na drugim końcu kraju. Nowe miasto Seattle stoi przed nią otworem...Nowa uczelnia,nowe miejsce pracy w barze u Petea ,nowi znajomi...oraz nowa miłość??? I tylko jedno pozostaje niezmienne...czarny napój,który kusi aromatem,rozjaśnia umysł i koi smutki...Tylko, czy  można znowu się zakochać będąc w szczęśliwym związku???Racjonalna i życiowo poukładana Kiera,kiedy patrzy na to wszystko z boku wychodzi z założenia,że to jakiś żart...Bo przecież nie mogło się to przytrafić jej...???A jednak się przytrafiło,za sprawą przystojnego współlokatora Kellana...Ma wrażenie,że jej życie to barmański shaker,którym ktoś mocno potrząsnął,a na domiar złego postawił do góry nogami...  

Pytanie od którego Kiera nie może się uwolnić to, czy można kochać dwóch mężczyzn na raz? Denny,z którym jest od lat...Jego spokój zawsze daje jej nadzieje,ramiona ukojenie,a miłość jest liną ratunkową przed wszystkim tym co nowe,wzbudzające strach i nieznane.Denny dla Kiery jest,jak caf-fe latte,które swoją łagodnością i słodyczą sprawia,że chce się sięgnąć po więcej. 
Zaś nieziemsko przystojny współlokator Kellan,który wzbudza w dziewczynie uczucia,jakich nigdy nie doznała, nie pozwala w żaden sposób o sobie zapomnieć...Głębia spojrzenia młodego rockmana, doprowadza główną bohaterkę do utraty zmysłów...Siła spojrzenia, moc pięknej muzyki i tekstów sprawiają,że Kellan z każdym czułym dotykiem i gestem...chciałby się stać częścią życia pięknej,acz bardzo kruchej dziewczyny.Natomiast On sam dla niej jest silny i mocny,jak espresso...Jego zapach zniewala,nostalgiczne spojrzenie topi serce,a czułe ramiona sprawiają,że...świat osuwa się z pod nóg... 

Którego wybrać,czy odrzucić stabilną pewną miłość pełną troski i zaufania? Na poczet nowego nieznanego uczucia,które jest niepewne,czasami mroczne,ale równie silne nieco wręcz niemożliwe do spełnienia.To uczucie,które zniewala,niesie obietnicę nowego spełnienia...i już zawsze będzie się Kierze kojarzyło z aromatem kawy...Jeśli chcecie się dowiedzieć,które serce ocalało,a które zostało złamane,przeczytajcie sami...I jak mocne piętno ów wybór odciśnie na życiu głównych bohaterów,bo jak wszyscy wiemy miłość ma słodko gorzki smak. 

To moje pierwsze spotkanie z piórem S.C.Stephens.I jakże zaskakujące...i bardzo udane.Kiedy trzymałam ją w ręku myślałam,że to typowa książka dla nastolatek.Myliłam się kolosalnie.Ciekawa fabuła,wartka akcja naszpikowana emocjami, od których aż kipi.Nie bardzo wiem co jest fenomenem tej książki,bo trudno mi jednoznacznie stwierdzić,niby historia jakich młodzi ludzie przeżywają wiele,ale na mnie i moje odczucia względem siebie, podziałała jak magnez.To jedna z tych,które łatwo nie dadzą się odłożyć,to nic,że na zegarze kwadrans po północy,kiedy decyzje i wybory Kiery nie dały mi zasnąć...Czytając czułam się tak, jakbym była obok bohaterów,równie mocno przeżywając ich życiowe rozterki i radości do ostatniej strony. 
Przy lekturze również towarzyszył mi smak i aromat ulubionej kawy,która zawsze już będzie mi przywodzić na myśl "Bezmyślną".

                           Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Akurat, 
                            oraz księgarni wysyłkowej Muza. Zaznaczam,że fakt ten nie miał  
                                               wpływu na moją opinię . Missy.
                          

6 komentarzy:

  1. Aktualnie "Bezmyślna" przewija się na prawie każdym blogu. Kusi mnie, aczkolwiek poczekam na razie, aż ucichnie o niej i wtedy rozejrzę się za nią w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak miałam z Grey em, poczekałam aż sprawa przycichnie;-) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Trochę odstrasza mnie to 700 stron. Nie przepadam za tasiemcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie potrzebnie odstrasza,bo niby 700 stron,a czyta się lekko,łatwo i przyjemnie jakby było 300.Ot czytadeł-ko pod koc do gorącej herbatki;-)Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. O tej książce słyszałam już kilka razy. Wielu jest nią zachwyconych. Jednak niektórzy oceniają ją dość nisko. Nie pozostaje mi nic innego jak samej się przekonać o jej wartości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak najlepiej...bo to książka z gatunku lekkich,łatwych i przyjemnych.Pozdrawiam.

      Usuń