30.06.2014

Gdy czas się kończy i zaczyna na seksualnych wyczynach...

Wydawnictwo: W.A.B. 
Wydanie: Warszawa 2011r. 
Ilość stron: 350. 
Oprawa: Twarda z obwolutą. 


Wiedziałam czego się poniekąd spodziewać biorąc do ręki erotyk,ale że poczuje się maksymalnie zaskoczona tego nie mogłam przewidzieć...I nie chodzi tu bynajmniej o treść,ale o postacie występujące na kartach książki.
Kojarzycie zapewne wszystkie te damy z filmów lub książek historycznych? Misternie upięte,wytapirowane i upudrowane wysoko piętrzące się fryzury.Mnogość haftów,koronek i jedwabi spowijające wątłą,niewieścią kibić...A w tym wszystkim ONE spuszczające niewinne oczęta i przysłaniające delikatny rumieniec wachlarzem...KOBIETY,przykładne żony,matki i damy dworu...
 

 Tak mnie zaskoczyły,że o niemal z krzesła spadłam...Co one wyrabiają w-te przykładne kobiety;-) (śmiem twierdzić,a jeszcze nie czytałam- lektura przede mną za czas jakiś- że Pan Ch.Grey ze swoim srebrnym krawatem to pikuś;-)) Aż pokusiłam się i ułożyłam mini rymowankę:

                                                 Czy w pokoju Pokojowej,
                                                 Czy to w sali też balowej.
                                                 Czy to haft,czy krynolina,
                                         Wszystko niewiastom naraz się rozpina.
                                                 

Wyobraźnia tych wątłych niewiast nie zna granic...Jakiż to zmyślnych atrybutów używają,jakie zmyślne figury z ciał swych układają, byle tylko dostarczyć sobie rozkoszy i uchylić nieba swemu wybrankowi.

Książka została podzielona na dwie części.W pierwszej zacna niewiasta o mocno nadwątlonym zdrowiu opisuje swe miłosne zmagania i zapędy:-) A trzeba zaznaczyć,że w czasach wiktoriańskiej Anglii nie ona jedna "nadawała treść" swojemu życiu seksualnemu.Bowiem na co dzień cnotliwe damy i wstrzemięźliwi kawalerowie pod osłoną nocy lub w ukryciu dawali upust fantazją i pragnieniom najbardziej wyszukanym.W różnorakich miejscach, z różnymi atrybutami,jak i mnogością partnerów i partnerek.
 
Druga zaś część, to nic innego,jak opowieść młodziana,który podczas nieobecności ojca wstępuje na drogę erotycznej rozkoszy.Ścieżka wiedzie po przez umawiane spotkania,na których królują alkohol setki kobiet,a wymagany strój to naszyjniki klejnotów i wszechobecny negliż.Młodzian tak zapamiętale wtapia się w zakazany świat iż postanawia założyć swój harem uwieść lub pojmać siłą najpiękniejsze kobiety- branki i wieść zgoła erotyczne życie.

                 Przeczytałam,bo kupiłam na wyprzedaży;-) Jeśli ktoś ciekaw zachęcam;-)
                                      
                                                                   Missy...
                            





                                                 






















       


25.06.2014

Nie ta pora, nie ten czas...

Wydawnictwo: Świat Książki. 
Wydanie: Warszawa 2010r. 
Ilość stron: 187.  
Oprawa: miękka, broszurowa. 



Tutaj kurz,tam pajęczyna, a właścicielki bloga,jak nie było tak nima ;-) Tak wywiało mnie na długo i źle mi z tym.Lato zawitało,a w mym życiu internetu,jak na lekarstwo,komputer znam niemal już tylko z widoku,a obowiązki piętrzą się i narastają.Kurs,goni kurs,a w głowie narasta niebotyczne pytanie,czy z tego coś będzie...Czy dostanę pracę,by żyć,a nie wegetować...Nadzieja zaś, stawia do pionu i nie pozwala się poddać...
W nocy spać nie mogę,bo poczucie obowiązku w postaci wielkiego robala,wygryza niebotyczną dziurę w brzuchu z cyklu: "Założyłaś bloga i poco Ci to???,Kurzem porasta,pajęczyny wiszą jak firany??? "Podczytywacze" i "Zaglądywacze" Twoi na pewno już zapomnieli...A ja gonie i trwam chwytając się niemożliwego w raz...I tylko czasami chciałabym zaśpiewać słowa z pewnej piosenki: "Co z tego będzie nie wie nikt za oknem świt..." Dlatego postanowiłam rozciągnąć jeszcze czas i być na blogu także...Pamiętacie jeszcze mnie;-) A najgorsze jest to,że wyzwania kładą się cieniem,jak misternie układane kostki domina,a mnie ogromnie żal...

Książki się czytają,a notki pisać nie chcą. Dziś, o jednej z tych przeczytanej dawno temu...Nie za bardzo adekwatnej do pory roku,jak i czasu,ale trudno...Postaram się jakoś przybliżyć Syberię letnią porą;-),choć przyznacie,że ta pora roku zbytnio nas jeszcze nie rozpieszcza. 

Mam wrażenie,że o Syberii napisano już wiele,by się nie pokusić o stwierdzenie,że prawie wszystko.Jednak ile książek i powieści nie powstałoby, za każdym razem budzą one we mnie dużą ciekawość,a każda z nich ma w sobie dużą dozę magii i tajemniczości...I nadal nie wiem, co w tej magicznej acz surowej krainie budzi mój zachwyt... W każdym razie, kiedy brałam do ręki "100 pocztówek z Syberii" R.Wricka wiedziałam,że ulegnę jej urokowi.

Tak,jak mróz układa swe wzory na szybach okiennych,tak autor bardzo realnie i sugestywnie maluje obraz Syberii,który z każdą przeczytaną stroną urealnia się przed oczami czytelnika.
Kraju mroźnego i zamkniętego, z szalejącymi zawiejami,klimatycznymi opowieściami,którymi raczą się tutejsi mieszkańcy podczas jakże wielu wczesnych,ciemnych i zimnych wieczorów.

Nieprzerwany bezkres wszechogarniającej bieli, mami i zwodzi czytelnika ,jak i samego autora swą dziką naturą,niemal wciąga ,jak lodowe przeręble.Pokazuje trud i lodowy pazur codziennego życia,które w dużej mierze składa się o przetrwanie kolejnego dnia,lecz kiedy chce ułagodzić swój obraz raczy czytelnika baśniową opowieścią.

Właśnie takimi obrazami, utkanymi na poły baśniami,na poły zdarzeniami prawdziwymi autor snuje swoją opowieść,z której ja jako czytelnik "wyłowiłam jeszcze ciekawszą i chwytającą za serce niteczkę". Dla mnie o  Syberii lodowej krainie,ale także o parze ludzi,którzy w tym zimnym i nieodgadnionym w swej dzikości kraju, odnaleźli "ciepłe i mocno ogrzewające ich serca słoneczko".To malutka dziewczynka z Syberyjskiego domu dziecka,która czeka na adopcję i miłość,przyniesiona swym rodzicom w żółtym kocyku...Ta książka to nic innego,jak opowieść ojca,który mknie i przedziera się przez lodową krainę,by ogrzać i pokochać maleńkie czekające serduszko...
Książka zachwycą swą aurą i celem,jaki w sobie niesie.Jeśli nie czytaliście przeczytajcie,bo warto.

Szczególnie zachęcam Was do pocztówki o tytule: "Ptak wewnątrz". A to jej malutki fragment,który mnie zauroczył: "Dla mnie i dla mojej żony był to wieczór jak inne,które spędzamy nad książką,siedząc w tym samym pokoju albo każde oddzielnie,nie odzywając się do siebie.Przez maleńkie okno na poddaszu musiał wlecieć ptak.Usłyszeliśmy łoskot,potem trzepot,znowu łoskot i trzepot.Podnieśliśmy głowy,ale nie spojrzeliśmy na siebie."s.71. Zostawiam Was z kwintesencją udanego wieczoru dwojga ludzi...


                                                                    Missy...