25.02.2015

Grad bomb,deszcz kul i dzieciństwo pod ziemią zniknęło już...

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN SA. 
Wydanie: Warszawa 2011 r. 
Oprawa: Miękka. 
Ilość stron: 319.


Jakoś tak zawsze się dzieje,że książki,które zasilają moją biblioteczkę czekają na odpowiedni czas,dzień chwilę, nim po nie sięgnę,a kiedy to, już nastąpi oddaje się im bez reszty. Tak też było i tym razem.Czas spędzony z książką Dziewczynka w zielonym sweterku,Świat w mroku oraz w Kanałach Lwowa, był czasem trudnym emocjonalnie,zmuszającym do odkładania lektury co jakiś czas,bo wielka gula nieprzerwanie rosła w gardle...Tak dalece zmuszała do refleksji, zastanowienia, gdzie ciągle pojawiały się pytania: Jakim cudem? Jak? Gdzie? Skąd tyle siły? A każdy kęs pokarmu, podczas tej lektury był koszmarnym wyrzutem sumienia...Natomiast, notka o książkach także długo czekała,by ich właścicielka sporego dystansu nabrała.

Dzieciństwo, to najpiękniejszy okres w życiu każdego człowieka,bo to czas poznawania świata,życia i ludzi z wszelkimi jego przejawami dobra i zła.To czas owiany pierwszymi tajemnicami,zdartymi kolanami,niewinnymi sprzeczkami.Czas kolorowy,jak maleńka szklana kulka, na którą patrzymy pod słońce,by zaglądnąć do jej wnętrza, poplątany jak kawałek sznurka w dziecięcej kieszeni,radosny i ekscytujący,jak zakazana przez rodziców zabawa w kałuży...T przede wszystkim beztroski i bezpieczny czas.

Takie też było dzieciństwo siedmioletniej Krysi i jej młodszego brata Pawełka,jakże malutkiego,bo zaledwie, dwuletniego.Pełne miłości,bezpieczeństwa i beztroski,uczuć, które mogą zapewnić kochający rodzice. Dzieciństwo, pełne luksusowych zabawek w prost z Paryża,spędzane w przestronnej kamienicy z nadgorliwą, acz troskliwą nianią zmuszającą do jedzenia nielubianych potraw,upływające na zabawach z kuzynostwem pod bacznym okiem rodziców.Całości dziecięcego szczęścia dopełniał i był zawsze obecny,misternie wydziergany przez babcię Krysi, Zielony Sweterek...

Niestety, w beztroskie dzieciństwo tych dwójki maluchów wtargnęła "złowroga pani zwana wojną". Niosąc ze sobą wszechogarniający smutek rodziców,rozstanie z babcią i kuzynostwem,wszechogarniający strach i bardzo,bardzo długie godziny spędzone w rozlicznych kryjówkach i schowkach zbudowanych przez tatę.To podczas tego okropnego czasu, gdzie ściśnięci do granic możliwości,między ścianą,a kaloryferem Krysia z Pawełkiem nauczyli się porozumiewać i płakać bezgłośnie,a także odliczać i rozpoznawać oficerskie kroki... To oni, panowie odziani w ciężkie buty,czarne płaszcze i mówiący w nieznanym języku sprawili,że nic nie było już takie jak wcześniej...Pozbawili zabawek, domu i większości rodziny.Rodzeństwo spędzało długie godziny na wzajemnym wymyślaniu sobie zabaw,marząc,że kiedyś znów wyjdą na dwór pobawić się z dziećmi,bo jak na razie nie można, im nawet zbliżać się do okna...Tylko,że tych dziecięcych odgłosów z za ściany lub podwórka każdym dniem było słychać już coraz mniej...Został już tylko ON, zielony sweterek.

I oto nadszedł ten straszliwy dzień,w którym zgasło słońce i nastała ciemność.Dni w kanałach podczas, których dorośli nie wiadomo skąd czerpali ponadludzką wolę przetrwania,ona Krysia przeszła przyśpieszony kurs dorosłości podczas,którego z dotychczasowego dzieciństwa nie pozostało śladu.Rozumiała z przyciszonych rozmów starszych więcej niż dorosłym mogło się wydawać,ta mała jakże dzielna dziewczynka na zewnątrz, w środku płakała niemymi łzami.Bo można pogodzić się z utratą domu,rzeczy,ale jak pogodzić się z utratą bliskich,słońca,zabaw na świeżym powietrzu i ukochanych kwiatów... 

To ona wojna zmusiła ją do oswojenia się z ciemnością,życia pośród fekalii,szczurów,zewsząd mnożącego się robactwa w wiecznym głodzie,strachu,przemoczeniu i wyziębnięciu.Tam,gdzie bliżej do piekła niż słońca mała żydowska dziewczynka znalazła schronienie,przyciskając do piersi Ukochany Zielony Sweterek,który z bożą opatrznością wraz z Krysią od wojennej zagłady ocaleć zdoła.

Dziś dorosła już Pani Krystyna, wydała piękną książkę oddając hołd swoim rodzicom,a także tym, których ocalić wojna nie pozwoliła.Przetrwała dzielnie wojenną pożogę i oddała pięknie bolesne wspomnienia do rąk czytelnika,by dać świadectwo prawdzie.Został też nakręcony przepiękny film przez panią Agnieszkę Holland z doborową obsadą aktorską.Na temat książki zostało napisane mnóstwo recenzji, opinii i wrażeń. Ja dziś pozwoliłam się podzielić z Wami swoimi.Może mało znaczącymi i spójnymi,za to bardzo subiektywnymi i wyzwalającymi cała gamę silnych emocji i wzruszeń,o których wspomniałam na początku.

Takie książki jak ta,zawsze stawiają mnie bardzo mocno do pionu.Uczą cieszyć się z tego co mam,doceniać spokój i piękno dnia.

     
                                                                  Missy...




18.02.2015

Lepiej późno niż wcale...Czyli zaległe notki się piszą...





    Tytuł: "9 Wigilii".                                         Tytuł " Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba"        
     Wydawnictwo: Świat Książki.                        Wydawnictwo: Nasza Księgarnia.
     Wydanie: Warszawa 2007r.                              Wydanie: Warszawa 2007r. 
     Oprawa : Miękka ze skrzydełkami.                   Oprawa: Twarda lakierowana. 
      Ilość stron: 220.                                                 Ilość stron:  170.




9"Wigilii" to misternie nakreślony obraz przez polskich pisarzy o najważniejszych świętach w roku.My,jako czytelnicy możemy w tym obrazie przejrzeć się sami,po to tylko,by odpowiedzieć sobie na pytanie.Jak bliski jestem dziś tradycji,jak wiele znaczy dla mnie rodzina i czy tak naprawdę dobrze znam osobę z którą dziele się dziś opłatkiem?Czy ona zna mnie także?Czy pod płaszczem skarg,pretensji i skrywanych żalów od lat moje serce potrafi wybaczyć i kochać,by nieś radość z narodzin małego Jezusa i dzielić się z nią bliskimi? Podczas tej lektury każdy z bohaterów,jak i sam czytelnik zadają sobie pytanie: Jak daleko jestem w stanie otworzyć własne serce dla bliskich i nowo narodzonego dzieciątka?

To co łączy opowiadania w piękną całość, oplatając się na duszy bohaterów,jak łańcuch na choince to dojmujące uczucie pustki i samotności,która zaciska się w ich wnętrzu tworząc gulę w gardle i piekące łzy pod powiekami.Wszyscy tego dnia w przeróżny sposób usiłują radzić sobie z tym potęgującymi uczuciem,które nadzwyczaj mocno uwydatnia skrywane w dni powszednie smutki i żale.

Każdy z bohaterów tych opowiadań nie potrafi czerpać radości z narodzin małego Jezusa,pustego miejsca przy wigilijnym stole,a także wzajemnej rodzinnej bliskości,bo zazwyczaj górę biorą emocje mocno skrywane w dni powszednie...Pod powiekami pieką łzy,gardło ściskają niewypowiedziane od lat pretensje i żale,a z każdego konta wyziera dojmująca pustka,brak zrozumienia,uczucie głębokiego osamotnienia...At to wszystko przy stole wigilijnym,gdzie w tle słychać: Lulaj ze Jezuniu... 


Wierzycie w Świętego Mikołaja? Ja bardzo,powiem nawet,że z roku na rok,kiedy to lat mi przybywa moje wyczekiwanie na gościa w czerwonym płaszczu staje się coraz bardziej niecierpliwe.Tylko,że ja wierzę w tego prawdziwego...Broń Boże nie tego co stoi pod sklepem i dzwoni dzwonkami rozdając cukierki.Nie wierzę też w tego,o którym opowiadają rodzice swym dzieciom,przedstawiając go jako Pana z dużym brzuchem,rumianymi policzkami i brodą do pasa,a także donośnym Ho Ho Ho w powietrzu zwiastującym jego przybycie.Może tak było w czasach naszych rodziców,ale teraz prawda o Świętym ma się zgoła inaczej posłuchajcie: 

Przede wszystkim Mikołaj,który opisany jest w książce "Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba" to nie żaden staruszek tylko miły młody pan nieopierzony w swoim zawodzie.Pewnej nocy,kiedy to szaleje burza potęgowana piorunami i błyskawicami,a Rudolf w tęgiej chwili nie ma ochoty być czerwononosym reniferem daje nogę.Tak zaczyna się niełatwa ziemska historia młodego świętego,jakby mało miał problemów wpisanych w swój fach.

Niklas Jullebbuk to całkiem młodziutki Mikołaj,taki zaledwie trzydziestoletni,który zamiast kakao pije kawę i wcale nie zagryza jej ciasteczkami.Na co dzień nosi jeansy i stare mocne zdezelowane buty,które mają magiczną moc.Jego spojrzenie jest ciepłe i ufne,a serce przepełnione tradycjami.I tu zaczynają się mega kłopoty,bo jak przeciwstawić się zgrai fałszywych Mikołaj-ii,którzy jeżdżą limuzynami rozdają dzieciom komórki i laptopy przyjmując przy tym specjalne zamówienia listowne od rodziców.A Niklas już jako jedyny sunie po niebie starym powozem,który wygląda jak wóz cygański zaprzężony w Czerwononosego renifera.Wóz ów jest także jego domem,zamieszkuje z gromadą niegrzecznych krasnali,którzy mają za zadanie wyrabiać zabawki,a z tym także różnie bywa...Młody Mikołaj posiada  co niebywałe  dwoje magicznych przyjaciół to dwa miniaturowe anioły mieszczące się w jego kieszeni.Emanuel i Matylda,bo tak maja na imię aniołki wspieraj w misji ratowania magii świąt Mikołaja,jak mogą... 
Tylko cóż począć,kiedy wóz się roztrzaskał renifer dał nogę,Mikołaj zaliczył ziemskie lądowanie,a wokół panoszà się tłuści fałszywi Mikołajowie uczący dzieci zysku,a nie magii świat.Tutaj potrzebna jest pomoc.Niklas znajdzie ją u dwójki małych rezolutnych dzieciaków,którzy sami potrzebują pomocy,by ratować swe święta we własnych domach...
Ale o tym przeczytajcie już sami... 

Dla małego i dużego to jedna z tych książek co zauroczy każdego.Niebanalna historia jaka tylko mogła wyjść z pod pióra C.Funke. To także przepiękne ilustracje,które chwytają za serduszka duże i mał,pozwalające jeszcze mocniej odczuć magię świąt. 


 










                  
           .