05.01.2016

Wyszły młodości i wojnie naprzeciw...




            
 



            

Wydawnictwo: Znak Horyzont.
Wydanie: Kraków 2014 r.
Oprawa: Twarda, lakierowana. 
Ilość stron: 316. 


Intensywność spojrzenia dziewczyny z okładki zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, a tytuł tak zachwycił i wrył się głęboko w pamięć, bez potrzeby zapisywania. Po przeczytaniu książki"Dziewczyny wojenne”, tejże autorki przeczuwałam, że się nie zawiodę i to będzie „kawał dobrej książki". Tym bardziej ochoczo z kubkiem herbaty w ręku zabrałam się do lektury.

Książka to nic innego jak zapis jedenastu historii opowiedzianych przez dziś już emerytowane, a wówczas młode harcerki powstańczej Warszawy. Bohaterki swoje opowieści snują tak, jakby to było zaledwie wczoraj, a w ich pamięci na odtwarzają się żywe obrazy zniszczonego, zbombardowanego i ukochanego miasta.

Piękne, młode,niewinne harcerki wyruszyły walczyć o powstańczą Warszawę... W letnich sukienkach, sandałkach, bo przecież walka miała trwać krótką chwilę... Wyszły młodości i wojnie naprzeciw, by walczyć o wolność stolicy i resztki tego, co pozostało z ich dotychczasowego życia.
Z krzyżem błogosławieństwa od matek szły, by opatrywać rannych, roznosić meldunki i walczyć z okupantem. Pośród wszechogarniającego chaosu, jaki niesie ze sobą wojna, jęku rannych, w ciągłym strachu o życie własne, jak i rodziny starały się ze wszystkich sił nie tracić nadziei, że nadejdzie koniec wojny i pokoju czas. W tę wojenną zawieruchę starały się każdego dnia „wplatać małe nitki codzienności” poprzez śpiew, gotowanie cudem znalezionej kaszy, czy pierwsze miłości, by przywrócić chwile wspomnień i czasów beztroskich, z których nic już nie zostało...

Dziś to panie, które odpoczywają już w swej jesieni życia, lecz zgodnie twierdzą, że gdyby zaszła taka potrzeba podjęłyby taką samą decyzję i wyruszyły na pomoc walczącej stolicy.  Każda z nich, nosi piękną historię, historię powstańczej Warszawy, z której udało się im wyjść zwycięsko.

Kiedy czytałam książkę Anny Herbich nieustannie zadawałam sobie pytanie, czy my kobiety wolnej Polski byłybyśmy gotowe zrobić to samo? Czy ja jestem, choć tak w połowie silna psychicznie i zdeterminowana, jak „Dziewczyny z Powstania"? Na to pytanie powinien sobie odpowiedzieć tuż po lekturze już każdy z nas. 

8 komentarzy:

  1. Spojrzenie z okładki jest hipnotyzujące :) zadam sobie to pytanie jak przeczytam książkę a widać , że to dobry kawał historii :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo i dziękuję za odwiedziny na blogu:-)

      Usuń
  2. Myślę, że dzisiaj mimo wszystko jesteśmy słabsze. Nie mamy tej siły, jaką miałay dziewczyny z Powstania, jednak mam nadzieję, że nie będziemy musiały osobiście tego sprawdzać...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję.Dziękuję za odwiedziny:-)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Proszę sięgać czym prędzej, bo WARTO:-)

      Usuń
  4. Słyszałam same "dobroci" o tej książce. Może kiedyś uda mi się ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Basiu, bo tak jest...Cholernie dobra z klimatem wojennych lat;-)

    OdpowiedzUsuń