16.06.2016

Bo kawy i miłości zawsze będzie nam brak...


                                           
Wydawnictwo: Muza S.A.
Wydanie: Warszawa 2016 r.
Ilość stron: 510
Oprawa: Miękka.  


Zgodzicie się ze mną, że ile byśmy nie wypili kawy, to pierwszy jej kubek każdego ranka smakuje wyjątkowo? A ile razy byśmy w życiu nie kochali tak każda kolejna miłość, zdaje się nam być tą najważniejszą i wyjątkową. Dla mnie między kawą a miłością istnieje istnieje niezaprzeczalna więź obie zawsze smakują wyjątkowo. To piękne połączenie znalazłam w książce Patrycji Pelicy „Ritterowie". Książka, która zawładnęła mną całkowicie i o, zgrozo znowu, to mam, bo jestem nią oczarowana i zachwycona, a moja mała głowa i skromny zasób słów nie są w stanie ubrać tego w żadną treść. Boję się, że cokolwiek nie napiszę, to i tak zabrzmi patetycznie, zbyt zwykle i za mało, co gorsza będzie ujmą na jej pięknej treści. Często tak macie podczas czytania???

Może na początek powiem Wam, że to jedna z tych książek, którą czytelnik delektuje się jak kawą, bądź dozuje jak lekarstwo oby starczyła jak najdłużej, nie daj Boże, by historia skończyła się zbyt szybko. Dla mnie to jedna z tych książek, które podczas czytania niemal wchodzą w krew i jeszcze długo po zakończeniu pulsują i tętnią swoim życiem w umyśle i sercu czytelnika, bo to jedna z tych książek o, których się nie zapomina i często wraca.

Po przeczytaniu „Ritterów”, niemal każdego ranka, kiedy parzę sobie kawę wracam myślami do starej, mazurskiej plebanii pełnej opasłych, luterańskich ksiąg pisanych gotykiem. Plebanii przepełnionej zapachem świeżo mielonej kawy oraz ciepłym spojrzeniem Martina Rittera. Pastor otoczony mnóstwem opasłych, luterańskich ksiąg jest ostoją i opoką dla swojej rodziny i jej niełatwych losów. On ze swoimi spracowanymi dłońmi, oczami przekrwionymi od nocy spędzonych na pisaniu kazań i czytaniu opasłych ksiąg jest dla swoich bliskich niczym stary dąb, który scala i jednoczy rodzinę, a w jej obronie gotów stanąć o każdej porze nocy i dnia oko w oko z okrtnymi dziejami historii. Zdaje się, że będzie żył i trwał wiecznie. I tylko kobiety Ritterów przychodzą i odchodzą poddając się nieuchronnie biegnącemu czasowi, lecz silnie walczące do ostatniej kropli kwi, nie poddając się przykrym kolejom losu, oraz temu, co w życiu najgorsze... samotności. Chroniąc i ratując do końca swoich dni, to co tworzy treść ich życia: miłość i rodzina. To cztery pokolenia silnych kobiet, które noszą dumnie swoje imię, żadnej z nich ani miłość, ani okrutna historia nie oszczędza, a nieuchronna przyszłość i czas niszczy marzenia, lecz każda z tych kobiet ma niezłomną nadzieję, która mimo wszystko zmusza je, by trwać.

Co mnie zachwyciło w tej pięknej, rodzinnej powieści? Ciepło, jakie bije podczas czytania każdej strony, siła i hat ducha kobiet, a przede wszystkim czas. Czas, który pięknie opisała w swej książce Patrycja Pelica, którego niestety już nie ma, a my czytelnicy możemy go odnaleźć w starych albumach, opowieściach krewnych, lub książkach takich, jak ta.
Ja jako czytelnik mogłam przenieść się w utracony świat dawnych Prus. Świata w swej prostocie pięknego i magicznego. Dzięki tej książce doceniłam też swoje imię. Teraz już wiem, że imię ANNA nie noszą kobiety przypadkowe, lecz silne ciałem i duchem, a do tego mocno niezależne.
To jedna z tych powieści, w której z bohaterami i ich światem nie chcemy rozstawać się zbyt wcześnie, ale niestety wszystko, co dobre szybko się kończy dla mnie za szybko i trochę... smutno.
Mam też cichutką nadzieję, że może jeszcze kiedyś ktoś nazwie mnie: „Moja Anna”, a ja będę mogła mu upiec placek z jabłkami. Polecam Wam książkę, która uwodzi pięknym realizmem czasów minionych. Ja odkryłam jej magiczne piękno, które nosze w sobie do dzisiaj czego i Wam życzę.
"Tak, cisza temu domowi, ta cisza przyszła jak ksiądz po kolędzie i już została, filiżanki śpią na spodkach jak ptaki w gniazdach, śpią nawet słowa w książkach, wszystko jest resztą dawnego życia, a reszta jest milczeniem, zalega w kątach jak koty z kurzu, cisza i tylko cisza, bo krzyki już były, wszystko już musiało tu być. s. 15. 

                                                                Missy... 


"Najtrudniej jest uciec przed sobą i swoimi pragnieniami."s. 13. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza S.A.

4 komentarze:

  1. Z wielką chęcią przeczytałabym tę książkę. Wydaje się być naprawdę dobra! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie uwiodła od samego początku.Polecam Pani, choćby po to, by samemu sprawdzić swoją reakcję.

      Usuń
  2. Ładnie napisałaś o tej książce. Widać, że Ci zaszła za skórę ☺Mam nadzieję, że też mnie tak uwiedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu. Oj, bardzo bym chciała, aby choć raz przeczytana przeze mnie książka Cię uwiodła;-)

      Usuń