11.08.2016

Zbyt dużo szczęścia w nieszczęściu...


                                        


Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA.
Wydanie: Warszawa 2016 r. 
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami. 
 Ilość stron: 366.  



Dziś będzie w miarę krótko, a to dlatego, że książka pomimo rekomendacji okładkowych, jak i samych czytelników mnie jakoś szczególnie nie porwała. Choć zazwyczaj jestem łasa na książki pisane w formie dzienników i pamiętników lub jak w tym przypadku popartych prawdziwymi listami miłosnymi, bo trzeba zaznaczyć, ze mamy tu do czynienia z historią miłosną z życia wziętą, a nie fabułą wymyśloną, to ja jako czytelnik nie czułam się uwiedziona amerykańsko-francuskim romansem. Znajomość z Samantą nie zaiskrzyła..., a książkę w połowie odłożyłam. No cóż rzadko mi się to zdarza, ale przecież nie wszystko musi mi się podobać. Zbyt słodko i naiwnie, romantycznie i ckliwie. Ot, zagraniczna historia miłosna i bohaterka roztkliwiająca się nad solniczką i pieprzniczką, które przypominają o nieudanym małżeństwie...

Pewnie książka nie trafiła na dobry czas w moim życiu, bo los zafundował mi podróż zwaną życiem z turbulencjami na pokładzie. Stąd taka opinia, a nie inna. Kto wie, może kiedyś odbiorę ją inaczej...
Jeśli macie ochotę na wakacyjno-romantyczną historię z happy endem sięgnijcie sami.

                                                                                  Missy...

1 komentarz:

  1. Auć. Nie, nie sięgnę. ;/ Ale za to zaproszę cię do siebie na ostatnie dni konkursu! ;)

    OdpowiedzUsuń